Ameryki nie odkryję …

dzieląc się z Czytelnikami takim oto przemyśleniem – czas spędzany rodzinnie jest bardzo ważny, ale równie ważne są momenty spędzane sam na sam z jednym dzieckiem. Zwłaszcza jeśli ma się ich dwoje albo więcej. Te momenty, kiedy dziecko nagle pozbawione potrzeby rywalizacji i zabiegania o uwagę wynikających z nieustającego obcowania z siostrą lub bratem, nagle jawi nam się zupełnie ale to zupełnie innym człowiekiem. Takim bardziej łagodnym, wyciszonym, skorym do współpracy oraz pozbawionym diabelskich różków i ogona. Naprawdę warto od czasu do czasu w takim właśnie wydaniu własne dziecko zobaczyć.

IMG_20161014_085951.jpg

A możliwość taką dała nam rodzicom ostatnia październikowa choroba Testerki, kiedy to paskudne zapalenie płuc uwięziło ją najpierw w szpitalu a zaraz potem w domu. I jakież było nasze zdziwienie, kiedy to Testerka z powszechnie znanej „fighterki” skorej do rozpoczynania kłótni, a nawet bójek ze starszym bratem, nagle całkiem niespodziewanie przemieniła się w aniołka. No … prawie aniołka. Takiego, co układa puzzle śpiewając sobie pod nosem, wozi lalki w wózku i pomaga mamie wieszać pranie. Był to niewątpliwie cenny dla nas czas, który dostarczył zupełnie innych niż zazwyczaj przeżyć oraz całkiem już dorosłych rozmów o świecie i życiu. Żeby nie było za pięknie – wraz z powrotem Testera z przedszkola czar oczywiście pryskał, karoca zmieniła się w dynię a Testerce wyrastały różki, jednakże wspomnienie tamtych chwil zdecydowanie pomaga te trudniejsze momenty przetrwać. Poza tym dzięki temu wiemy, że mimo całej miłości, czasem owszem trudnej i takiej „z kolcami” jaką darzą się Testerzy, czasem potrzebny jest im taki właśnie czas na wyłączność z jednym z rodziców. Takie wakacje od wspólnego testowania świata.

Żeby nie było, że to cudowne przemienienie tylko dziewczynek się tyczy, to również Tester zatrzymany niedawno w domu przez chorobę z jednym z nas udowodnił, że i jemu takie rozstania służą. Że można sobie w ciszy posiedzieć, porysować, z ciastoliny pokleić, a wszystko to bez rogów i czarciego ogona. Doświadczenie to uświadomiło nam rzecz zdawałoby się prostą i oczywistą, a jednak zapomnianą – że nawet Testerzy,mimo że niczym Bolek i Lolek zawsze występują w parze, czasem potrzebują pobyć z jednym z nas tylko w swojej własnej bajce bez konieczności dzielenia się fabułą. Gorąco takie rozwiązanie polecam i jako stały punkt naszych weekendów przynajmniej raz w miesiącu zamierzam praktykować.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s