Niech żyje wolność, wolność i swoboda …

Nie sądziłam, że kiedyś to powiem. Albo może i sądziłam, ale optymistycznie zakładałam, że będę już wtedy „stara”, więc jakoś mi to ujdzie. A teraz jestem w kropce, bo stara się jeszcze nie czuję, a jednak powiem – jednym z największych zagrożeń czyhających na nasze dzieci zaraz obok spraw oczywistych czyli chorób, agresji, złych ludzi, przetworzonej żywności, zanieczyszczonej atmosfery, gier komputerowych i telewizji dawkowanych w nadmiarze jest … wolność. Wolność zbyt szeroko i dosłownie rozumiana, która w konsekwencji rodzi chaos, zaburza proces wychowawczy, a z rodzica, który brew pokusom i panującej modzie decyduje się na monarchię kosztem demokracji czyni … no może nie potwora, ale relikt zamierzchłych czasów. A czemuż to taka refleksja w ten piękny wiosenny dzień mnie naszła ? Już wyjaśniam.

Siedziałam sobie w Ikea ostatnio, sama, bez dzieci, tylko z kawą i sałatką. Środek tygodnia, środek dnia, dla wielu dzień jak zawsze, dla mnie święto. Święto świętego spokoju i niczym niezmąconego posiłku. Uwagę moją przykuła dziewczynka, na moje oko 4-5 letnia spacerująca tuż nad głowami bawiących się dzieci po barierce okalającej mini plac zabaw na terenie restauracji. A może nawet bardziej uwagę moją przykuł niczym niezmącony spokój jej matki, a nawet zaryzykowałabym twierdzenie, że … duma. Już miałam nadzieję, że jest z Norwegii albo Szwecji, gdzie model wychowania od pokoleń jest inny, ale niestety nie, odezwała się po polsku. „Dla mnie w wychowywaniu dzieci najważniejsza jest wolność – powiedziała do siedzącej z nią kobiety, może siostry, może koleżanki. Wolność i taka … swoboda decydowania, wybierania, uczenia się na błędach. X (tu padło imię dziewczynki) o wszystkim decyduje sama. Jeśli ubiera spódniczkę zamiast spodni a jest zimno, to zmarznie. Jak wejdzie gdzieś i spadnie, to ją będzie bolało. Wiesz … – ciągnęła dalej – czasy dyktatury wychowawczej skończyły się lata temu. Teraz dzieci wychowuje się … inaczej.”

I to był taki moment, kiedy jednak poczułam się stara i doszło do mnie, że nie rozumiem świata i zachodzących tu przemian, albo może to niektórzy rodzice czegoś tu nie rozumieją i dali się tej nowej modzie ponieść niczym modzie na kalosze Hunter.

Testerzy też mają możliwość wyboru. Wyboru między jeansami a spodniami od dresu, między bananem a jabłkiem, bajką o Dorze albo o Reksiu. Pytamy ich gdzie chcieliby pójść na spacer, porysować czy potańczyć, ale na tym się ich aktualna wolność i swoboda kończą. Czy powinnam czuć się w tej sytuacji dyktatorem, reliktem zamierzchłych czasów ? Nie bardzo. Bo jestem absolutnie przekonana, że nie zwichnie się psychiki dziecka tym, że pójdzie do przedszkola w spodniach a nie w piżamie, posprząta pokój zamiast medytować na kanapie albo zabroni mu się robić czegoś, czego robić nie wypada po prostu, albo co zagraża innym. I naprawdę nie zburzy jego poczucia wartości jeśli każdej absolutnie każdej decyzji nie będziemy przez kwadrans omawiać i prowadzić negocjacji. Tak że sorry Testerzy, ze mną akrobatyki w Ikea nie będzie. Bo mimo wszystko to ja tu rządzę. Trudno, mogę być niemodna jak spodnie dzwony tej wiosny. Jakoś to zniosę.

Idąc tym tropem dalej – podobnie będę o Testerów i ich psychikę spokojna jeśli w szkole będą mieli dzwonki na przerwę, jasno określone zasady, a do pana z matematyki będą mówili „proszę pana”, a nie Zbyszku albo „hej Stefan”. Na szczęście ten etap to dopiero przede mną … No i ratunek w tym, że moda lubi wracać, więc może ta na zdrowe zasady wychowania też do tego czasu powróci.

DSC_0733.JPG

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s