O kłamaniu. Ale w słusznej sprawie.

Święta oraz okres je poprzedzający to czas wzmożonej aktywności towarzyskiej i rodzinnej, a liczne spotkania, te przypadkowe i te zaplanowane, stają się okazją do wielu intrygujących rozmów. Jedna z nich miała miejsce wczoraj, a tematyka jej oraz swoisty element zaskoczenia sprawiły, że w jej trakcie chyba … nie powiedziałam prawdy. Ale działałam w słusznym celu oraz zgodnie z dobrym obyczajem, że kobiety ciężarnej nie należy denerwować czy też niepotrzebnie martwić. Jako że kłamanie wśród moich dzieci z uporem staram się tępić, jakoś tak poczułam się niezręcznie w kontekście tej sytuacji i postanowiłam do niej tutaj właśnie powrócić. Tym bardziej, że zagadnienie jest z tematyką bloga zgodne – macierzyństwo. A zwłaszcza to podwójne. Oparte na faktach i bez lukru.

20130404_175634.jpg

Spotkana przez mnie zupełnie niespodziewanie koleżanka z rocznym synkiem u boku oraz miną wielce tajemniczą z uśmiechem rozsunęła przede mną bezszelestnie poły płaszcza, z których wyskoczył … brzuszek. Ciążowy brzuszek. Jakiś 5-6 miesiąc na moje oko. Pogratulowałam oczywiście, ucałowałam siarczyście, o płeć spytałam oraz samopoczucie. Najgorsze było jednak to, co powiedziała rzeczona koleżanka zaraz po tym standardowym przekazie informacji – „Wiesz, wahaliśmy się długo, bo Maciek taki jeszcze mały, ale ostatecznie … spojrzeliśmy na was, na to jak wam dobrze wszystko to poszło, taka mała różnica wieku, praca, dzieci, jak sobie z tym fajnie radzicie i … poszło. Tylko imienia jeszcze nie mamy … ” W tym momencie przestałam słuchać, bo doszła do mnie myśl, że może za bardzo polukrowałam ten macierzyński przekaz i wiedziona przekonaniem, że kto chciałby słuchać o porażkach i trudach, skoro można się na dobrych chwilach skupić, trochę się swoim świadectwem z prawdą rozminęłam ? Czy to, że nie mówiłam o pewnych rzeczach, można było tak opacznie odczytać ? Ale najgorsze miało dopiero nadejść. Pytanie – „No ale jak to jest tak naprawdę ? Można to jakoś ogarnąć ? Da się ?”. – No … da się. I tu już popłynęłam. Bo co niby miałam na tym etapie zaawansowanie powiedzieć ?

A zatem trochę po czasie, ale lepiej tak niż wcale chciałabym oświadczyć, że owszem, da się, ale momentami tyle to kosztuje, że można się spłakać. Albo nabawić depresji. I że jeszcze teraz, kiedy teoretycznie przynajmniej wszystko najgorsze już za nami, to zdarzają się takie momenty, że jedynie myśl, że było jeszcze gorzej, pozwala nam iść do przodu.

DSC_0804.JPG

Mam takie dwa obrazki, do których w trudnych chwilach wracam. Pierwszy – jakiś tam dzień w środku grudnia 2012 roku, z wielkim brzuchem (prawie 9 miesiąc) oraz młodym w spacerówce, której z całego serca nienawidził, w deszczu i wodzie po kolana idę do galerii handlowej po mleko i pieluchy. Kurtka, kombinezon, parasol, siata i nieporęczne pieluchy. Młody włazi na samochód z Myszką Miki na monety i przez pół godziny nie jestem w stanie go zdjąć. Prośby nie skutkują, argumenty nie trafiają do małej rocznej głowy. W 40 minucie decyduję się na wariant siłowy. Wkładam wierzgające ciało w mokry kombinezon, dalej proszę, tłumaczę, wsadzam dziada do wózka, ale wrzeszcząc … wychodzi dołem i to kilka razy, wszyscy się na nas gapią. Nie wiem już czy rodzę czy zaraz z tego świata zejdę. Koszmar.  Obrazek drugi – jestem w domu z Testerem i Testerką – noworodkiem. Niania Ania wyszła szybciej, ale myślę pozytywnie – dwie godziny do powrotu Taty z pracy, damy radę. W 20 minucie noszę Testerkę na ramieniu, która z racji refluksu puszcza na mnie białe pawie, a dookoła nas biega wściekły, ryczący Tester, który podskakując próbuje dosięgnąć siostry i to wcale nie w przyjaznych zamiarach, bo właśnie wtedy doszło do niego to, że nie jest już jedyny. Koszmar.

DSC_1064.JPG

I teraz, kiedy czasem dzieci kłócą się, krzyczą, nie słuchają poleceń to właśnie wspomnienie pozwala mi wyluzować, hiszpański poćwiczyć do 10-ciu licząc i bardzo ale to bardzo głęboko pooddychać, bo wiem, że … było gorzej, a teraz – nieważne jakby to wyglądało z boku – to jest już lepiej 🙂 I wszystko, co się dzieje w naszym rodzinnym życiu właśnie przez pryzmat tego progresu widzę i zamiast spinać się nad tym, że dzieci nie chcą już siedzieć przy stole po wielkanocnym śniadaniu, patrzymy na siebie z ich Tatą i mówimy – „A pamiętasz jak było w zeszłym roku? W ogóle nie chciały siedzieć.” I takie właśnie pozytywne myślenie wszystkim, którzy przeżywają trudne chwile polecam.

DSC_0487.JPG

Jak teraz to przeczytałam, to myślę sobie, że mimo wszystko zrobiłam dobrze. I że może i trochę faktów zataiłam, ale było to małe kłamstwo w wielkiej i słusznej sprawie.

Pozdrawiam wszystkie mamy, a najbardziej te podwójne, potrójne itp. Jesteśmy nie do zdarcia. Nic tylko założyć partię i po władzę ruszyć 😉 A Ciebie Anetko pozdrawiam szczególnie mocno. Odpoczywaj, bo zmęczona to Ty dopiero będziesz. Całusy!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s