W służbie Jej Królewskiej Mości …

Czyli o wirusach, niesłabnącym apetycie oraz ogromnym znaczeniu czasu „na wyłączność”.

Przedwiośnie nie sprzyja testowaniu świata, blogowaniu w związku z tym też nie za bardzo. Sprzyja za to chorowaniu, łapaniu wirusów oraz logistycznym operacjom pod hasłem „opieka dla dziecka”. No i dziś padło na mnie obsadzenie miejsca w grafiku opieki nad Testerką. Swoją drogą na przyszłość muszę pamiętać, aby obsadzać pierwsze dni ataku choróbska czyli fazę na „spanie i przytulanie”, bo dziś, kiedy wirus już prawie pokonany, Testerka z premedytacją testuje moją sprawność fizyczną, psychiczną oraz odporność na stres i działania w warunkach trudnych.

„Monia, no chodź !” – słyszę od rana i widzę przekorny uśmieszek. „A prawda, że tata może na Ciebie mówić Monika? To ja też mogę!”. „A poczytamy? Bo potem to kolorujemy i budujemy z klocków … telefon. Albo rower. A gdzie jest mój sok i moja lalka Emilia ? Głodna jestem. Bardzo. Daj mi w końcu jeść. No i gile mam w nosie. Dużo.”

Nie żebym narzekała, bo jest całkiem miło tak się posnuć po domu w dresie i kapciach, nigdzie się nie spieszyć, nie dzwonić, zachcianki co prawda nie własne ale spełniać, jednak faktem jest, że odwykłam od tego etapu w życiu i ciągle się łapię na tym, że czuję wewnętrzny i kompletnie niezrozumiały przymus, aby COŚ robić. Coś niby istotnego. Może pranie, prasowanie, porządkowanie szaf … Jakby to faktycznie było takie ważne, że warto dla tego zrezygnować z szycia spódniczki dla Emilii i karmienia jej kaszą. Obłęd jakiś.

Poza tym czas spędzany w ostatnim okresie z jednym z Testerów „sam na sam” uświadomił mi jak ważne ma on dla nich znaczenie. Że owszem, regułą jest wspólne spędzanie weekendów, testowanie świata, zabawa, ale w takich momentach jak ten, wyraźnie widać, jak dzieci się zmieniają i poważnieją, kiedy nie muszą rywalizować o uwagę. Ile rzeczy można się wtedy dowiedzieć (że chłopaki nie lubią dziewczynów, bo za wolno biegają, że wykąpanie misia w przedszkolnym sedesie było „po prostu wypadkiem”), o ilu porozmawiać (mamo, chciałabym mieć dzidziusia w brzuchu) i ile planów poczynić (chciałbym zostać kierowcą koparki). Bezcenne. Tym bardziej, że dzieci tak szybko rosną … Niby całe szczęście, a czasem jednak odrobinę szkoda.

DSC_0955.JPG

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s