Krwawa sobota. Opowieść o uczeniu się na błędach.

Albo raczej o tym, dlaczego dzieci na błędach się nie uczą. Przynajmniej nie moje.

Była wcale nie piękna sobota czyli za oknem szaro, buro i ponuro, a zakupy i tak kiedyś zrobić trzeba. Ruszamy do jednego z marketów. Nazwę sobie daruję zgodnie z filozofią o niezarobkowym i niereklamowym charakterze tego blogowego przedsięwzięcia 😉

Przystajemy w dziale „wszystko dla domu” czy jakoś tak. Szukamy dzbanka do herbaty, przerywając sobie ciągłym upominaniem testerów biegających z wózkiem sklepowym oraz hasłem na ustach cyt.”z górki na pazurki”. Nawet mało wytrawny czytelnik wie, że w tym momencie opowieści zaraz COŚ się stanie. No i stało się.

Testerka leży na ziemi, wrzeszczy i broczy krwią niczym Andrzej Gołota po walce. Źródło krwawienia – dolna warga, strona prawa. Każdy, kto ma dzieci, przeszkolenie medyczne albo seriale o lekarzach za sobą, wie, że to wyjątkowo krwawy obszar. Szukam w trybie pilnym chusteczek oraz nr jej peselu w pamięci. Znowu nie zapisałam. Pewnie i tak nas na SOR przyjmą, ale trzeba będzie potem dzwonić i uzupełniać. Ok. Tylko spokój może nas uratować. Testerka wrzeszczy nadal, ale jakby z mniejszym przekonaniem. Warga też z krwawieniem stopuje, a tester o dziwo zastopował z bieganiem. Można nawet powiedzieć, że siostrze współczuje. Jest błoga cisza.

Tester z tatą zostają z zakupami, ja z testerką ruszamy w kierunku toalety. Nie powiem, wzbudzamy niemałe zainteresowanie. Biorąc pod uwagę stan odzieży, wyglądamy jak byśmy właśnie kogoś zamordowały. I jeszcze na dodatek zjadły, bo testerka umazana jest krwią na brodzie.

Po 5 minutach wracamy. Ja tłumaczę niebezpieczeństwa wynikające z biegania z koszem, szarpania się o niego itp., testerka kiwa głową, przytakuje, ale najbardziej zajęta jest wpychaniem sobie prawą ręką w lewy kącik ust żelek wyłudzonych po drodze w ramach pocieszenia. Już trochę podskakuje i ignoruje moją tyradę, ale jeszcze mam nadzieję na edukacyjny walor tego wypadku.

Nadzieja pryska niczym bańka mydlana wraz z pierwszym pytaniem testerki skierowanym do brata – „A gdzie jest nasz wózek ?? Kto zabrał ??! Biegamy ??”.

No właśnie. Bez komentarza.

I tyle, jeśli chodzi o uczenie się przez testerów na błędach. Mam nadzieję, że to po prostu jeszcze nie ten etap i że wszystko przed nami.

Ps. Z uwagi na dynamiczny przebieg akcji ratowniczej, materiał nie zawiera dokumentacji fotograficznej. W celach rozrywkowych dołączono fotografię z Marsa.

Image-1(2).jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s