Wypełniając niszę …

… czyli jak przygotować się do podróży bez dziecka.

Bo jak się do podróży z dzieckiem przygotować, to wie już każdy, nawet ten, który dziecka nie posiada. Internet, czasopisma i inne media każdego roku przed sezonem wakacyjnym zwłaszcza prowadzą zmasowany atak na naszą cierpliwość, wypluwając z siebie stos opatrzonych zdjęciem uśmiechniętych bobasów publikacji, że kolorowanki, kredki, chrupki, termometr, Stoperan, Nurofen, przytulankę, ulubiony obiad w słoiku, koło do pływania, krem z filtrem, 18 sztuk t-shirtów po 3 na każdy dzień, czapki z daszkiem i bez daszka również … Jakby upchanie do walizek i zabranie wszystkich tych wynalazków miało nam zagwarantować fantastyczny, niezmącony niczym wypoczynek w promieniach słońca z nieustającym uśmiechem na opalonych twarzach i jakby każdy człowiek nie wiedział sam, co w miejscu docelowym będzie mu potrzebne. Do udowadniania nazwijmy to średniej przydatności tego typu publikacji w kontekście planowanego wypoczynku zabiorę się w czerwcu, aby teraz skupić się na załataniu niewątpliwej medialnej dziury czyli odpowiedzi na to, co zrobić powinna matka, kiedy dzieci zostają w domy, a przed nią maluje się perspektywa kilku dni świętego spokoju. Poskakać z radości, zaklaskać … wiadomo – ale to dopiero po wykonaniu wszystkich niżej wymienionych działań, aby radość ta pozostała niczym niezmącona przez cały okres tych mini wakacji.

1.Ubrania – najlepiej ułożone w odpowiedniej kolejności dzień po dniu, odpowiednio oddzielone, aby nie doszło do ewentualnego połączenia kolorów ewidentnie do siebie niepasujących, co testerka z całą pewnością wyłapie i odmówi założenia. Z testerem na razie jest łatwiej, nie zawraca sobie głowy modą, ale po co dodawać zadań i tak zajętemu w tym czasie tacie. Poza tym gumki do włosów oraz całe mnóstwo spinek. Z nadzieją, że któraś miła pani z przedszkola testerkę uczeszę.

2.Listy – z lekami (przyjmowanymi standardowo oraz na wypadek chorób), zajęciami dodatkowymi, rzeczami do zabrania do przedszkola w konkretne dni itp. Czytelnie i jasno, drukowanymi literami najlepiej.Wysiłku niewiele, a pomaga i porządkuje życie.

3.Rozrywki zaplanowane na poszczególne dni czyli babcie, ciocie, wymiana opon, odbiór prania, apteka i takie tam zajęcia, które pochłaniają czas, są zarazem pożyteczne i niewątpliwie urozmaicają życie.

4.Prezenty – awaryjne, czyli takie na wypadek gdyby w miejscu docelowym nie udało się nic sensownego zakupić (w tym miejscu pozwolę sobie dodać, że zakup krecika w małym miasteczku w Czechach przy użyciu karty płatniczej, to była niemal detektywistyczna robota). Dla utrudnienia – prezenty muszą być dwa i to takie same lub łudząco podobne. Dobrze też, aby nie można było przy ich użyciu wyrządzić krzywdę (- pomyślałam sobie odnosząc pospiesznie na półkę drewniane flety).

I to tyle w naszym przypadku wystarczyło, aby pobyt mamy poza domem był spokojny i niczym niezmącony, a życie domowe przebiegało bez zakłóceń. No a miny stęsknionych testerów w hali przylotów były piękniejsze niż sam Bukareszt.

W tym miejscu też wypada słowa uznania w kierunku taty testerów wyrazić, bo gdyby nie jego świetna organizacja i wzorowa postawa, scenariusz mógłby wyglądać zupełnie inaczej. No ale w tej kwestii byłam absolutnie spokojna.

I jeszcze w finale tej opowieści dodam, że tak oto cudem zakupiony czeski krecik z rumuńskim Draculą w pod jednym dachem z testerami zamieszkali …

IMG_20151110_075405

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s