Sea Park Sarbsk i Hotel Łeba

A było to tak … Sobotni poranek, podobnie jak dzisiejszy, do podróży nie nastrajał, a do radosnych podróży, to już wcale. Szczęśliwie jednak z każdym kilometrem dzielącym nas od domu, nastrój testerów wzrastał osiągając w końcu poziom możliwy do zaakceptowania. Pierwszym przystankiem był obiad w Sasinie w lokalu o nazwie „Sami swoi”, gdzie przemiła pani przyjęła nas domowym obiadem. Takim z rosołem, daniem głównym i kompotem z tradycjami. Na deser miejsca nie starczyło, więc każdy z testerów otrzymał na drogę paczuszkę z ciastkami własnego wypieku pani gospodyni. Miło było niczym w domu.

Sea Park Sarbsk też nam niespodziankę przygotował. Niespodzianką tą była awaria prądu, która skutecznie uniemożliwiła zwiedzanie wszystkich tych zakątków parku, których bez działania elektryczności zwiedzić się nie da. Gdybyśmy przybyli tylko z jednodniową wizytą, to nie ukrywam, że bylibyśmy rozczarowani głęboko. Na szczęście nasz pobyt zaplanowany był na dwa dni, a bardzo sympatyczna pani i tak wpuściła nas na spotkanie z fokami, a na pozostałą część atrakcji zaprosiła na dzień następny, czym niewątpliwie zapunktowała. W sumie nawet dobrze się złożyło, bo jakiś kwadrans po wejściu na teren parku zaczęła padać lekka mżawka, która z każdą chwilą wzmagała na sile, tak że Sarbsk opuszczaliśmy już w deszczu.

20151121_143005

20151121_143635

20151121_143211

Hotel Łeba zaskoczył nas bardzo dobrym położeniem oraz naprawdę sporym i przyjemnie urządzonym pokojem rodzinnym. Poza tym jest basen z całkiem dużym brodzikiem i ciepłą wodą, więc było oczywiste, że testerzy nie wyjdą stamtąd aż do kolacji. Poza tym pokój zabaw też całkiem duży, z zabawkami, basenem z piłeczkami, zjeżdżalnią, stołem do ping-ponga (i to z rakietkami i piłeczką!), więc czas upłynął nam szybko.

IMG_20151122_095904

IMG_20151122_095705

A do snu testerów na szczęście nakłaniać nie było trzeba. I wyjątkowo byli w tej sprawie zgodni.

20151121_215420.jpg

Niedziela byłą czasem relaksu, kiedy to po niespiesznym śniadaniu oraz spacerze po plaży

20151122_105112.jpg

20151122_105645.jpg

ponownie wyruszyliśmy w stronę Sea Parku z nadzieją, że panowie z elektrowni przywrócili do życia zwłaszcza oceanarium 3D, gdzie tester miał nadzieję zatrzymać się na dłużej. O godzinie 12 obejrzeliśmy pokaz karmienia i tresury fok, zwiedziliśmy dwa pirackie statki oraz małpi gaj też przeszliśmy cały.

Wycieczkę zgodnie uznaliśmy za udaną, jednakże Sea Park Sarbsk to zdecydowanie miejsce, które lepiej odwiedzać w okresie wiosenno – letnim, kiedy można w pełni cieszyć się zwiedzaniem, nie martwiąc zimnem i deszczem oraz więcej czasu spędzić na ciekawie urządzonym placu zabaw, zarówno tym na zewnątrz, jak i w środku jednego ze statków. Tylko foki w każdej porze roku są tak samo przyjazne i niezmiennie zadowolone z widoku gości.

20151122_112839.jpg

20151122_114628.jpg

20151122_115813.jpg

20151121_142830.jpg

Reasumując – Sea Park Sarbsk zdecydowanie wymaga ponownego odwiedzenia. Ideałem będzie połączenie tej wyprawy z wycieczką do Parku Dinozaurów w Łebie oraz wizytą w drodze powrotnej na strusiej farmie w Kniewie. Tak że wiosną przyszłego roku wyruszamy.

A na weekend polecam …

Wiem, wiem … Zamiast cokolwiek polecać, czas byłby blogowe zaległości uzupełnić i choćby relację z Łeby tu wrzucić, ale pozwólcie, że się ogarnę, zregeneruję i całkiem możliwe, że nawet jutro zapodam. A tym czasem …

Właśnie. Tym czasem na weekend 28-29.11.2015 r. zwany również weekendem andrzejkowym synoptycy pogodę zapowiadają delikatnie rzecz ujmując kiepską. Odkrycie to w znacznym stopniu zdeterminowało kierunek moich poszukiwań, zawężając je w znacznej części do atrakcji odbywających się w tak zwanym zadaszeniu, aby choćby jeden irytujący mnie czynnik jakim jest pogoda zneutralizować. Z testerami wszak tak łatwo już się nie da.

Sobota to u nas wycieczka do Gdyni w pewnej arcyważnej sprawie, ale o tym na razie cicho sza … Przy ewentualnych sprzyjających okolicznościach atmosferycznych planowany jest również spacer nadmorskim bulwarem oraz obiad w jakimś przyjaznym testerom lokalu. O godzinie 16 z racji tego, że zostaję z testerami sama planujemy wyprawić sobie imprezę andrzejkową. A co ! Tak w opozycji do teorii, że dobrze bawić się można tylko poza własnym domem i nie z własnymi dziećmi. Czy dobrze, to się okaże, ale zabawa na pewno będzie dobra. Jak nie moja, to testerów przynajmniej.

Niedziela to coroczne warsztaty florystyczne z paniami z zaprzyjaźnionej osiedlowej kwiaciarni „Projekt kwiaty”, w trakcie których testerzy przy drobnej naszej pomocy stworzą mam nadzieję adwentowe wianki. Na 12:15 zaprosił nas Kot Edward z zaprzyjaźnionego przedszkola na Bal andrzejkowy dla maluchów w wieku 3-5 lat. Obie te atrakcje należą do kategorii bezpłatnych, jednakże załapanie się na nie wymaga czujności (śledzenie newsletterów oraz kontakt z innymi mamami) i odpowiedniego refleksu.

Ten weekend to wreszcie … a nie, wcale nie teatrzyki 😉 Ten weekend to Figle, Migle w Sztuce Wyboru na osiedlu Garnizon we Wrzeszczu czyli targi mody, designu i książki dla dzieci i rodziców (sobota, godz. 11-18, ul. Słowackiego 19, Garnizon Kultury). Mamy tym razem w planach upolować jakąś ekstra czapkę dla testerki, bo ma dziewczyna niewątpliwą słabość do nakryć głowy.

I tak to u nas weekendowo wygląda.

 

 

 

 

A na weekend polecam …

A właśnie, że nie teatrzyki. O nich też coś mam dziś do napisania, ale to za chwilę 😉

Teraz będę oryginalna i … Sea Park Sarbsko polecę, do którego wraz z testerami się w ten weekend wybieramy. Nie wiem jak foki, ale testerzy cieszą się bardzo na spotkanie z florą, fauną, foczymi pokazami oraz … wielkim placem zabaw. No niestety. Taki to wiek, że człowiek rozrywkę ponad naukę przedkłada 😉

Wszystkich dostępnych w Sea Parku atrakcji wymieniać nie będę, bo wygodniej po prostu wejść na stronę i sprawdzić. Skupię się na tych i w przyszłym tygodniu opiszę, które rzeczywiście na własne oczy widziane testerów zachwycą oraz na tych, które będą poza sezonem dostępne i z których ewentualna kiepska pogoda nas nie przegoni. Termin wycieczki trochę terminem ważności biletów (zakupionych latem na Grouponie) został wymuszony, ale nic to. Przynajmniej tłumów ludzi unikniemy oraz korków na drodze. Takie plusy jesiennych podróży.

Nasza wycieczka zaplanowana jest na 2 dni, tak więc z zapowiadanych trójmiejskich atrakcji w ten weekend nie skorzystamy, co nie stoi jednak na przeszkodzie, aby polecić na przykład Pierwszy Bal Dobroczynny dla dzieci w Hotelu Haffner w Sopocie, gdzie będzie się można bawić w ładnych wnętrzach i szczytnym celu (koszt -25 zł/os, godz. 15-18, niedziela 22.11).

Poza tym w sobotę 21.11.2015 r. w godz. 11-19 w Galerii Bałtyckiej wielka urodzinowa impreza Fistaszków, więc jeśli ktoś ma w planach zakupy, to można pożyteczne z przyjemnym dla dzieci połączyć. W planach konkursy, zabawy a wszystko w fistaszkowym stylu.

W ten weekend również w hali AmberExpo (przy PGE Arena) od godz. 10 4 Targi Gra i Zabawa czyli frajda dla miłośników planszówek. To atrakcja dla odrobinę starszej grupy wiekowej niż testerzy, ale i dla maluchów ponoć jakieś atrakcje są przewidziane.

Na koniec obiecane teatrzyki, których w każdy weekend w Trójmieście mamy wysyp. Z wygody i lokalnego patriotyzmu wraz z testerami od pewnego już czasu uczęszczamy na niedzielne przedstawienia do „Teatru w Blokowisku” organizowane przez Plamę. Cena przystępna (8 zł), czas trwania przedstawienia (ok. 45 min.) akuratny, aby testerów nie znudzić, przedstawienia raz lepsze raz odrobinę mniej ciekawe, ale … No właśnie.Ale.

„Ale” to kompletny brak kontroli organizatorów nad ilością wpuszczanych na salę osób, co prowadzi do sytuacji, kiedy w stosunkowo małej, mocno ogrzewanej sali znajduje się tłum ludzi z dziećmi zajmujący praktycznie każdy metr podłogi, co czyni ewentualną ewakuację przynajmniej mało bezpieczną. W tej sprawie spory minus dla Plamy i może czas na wprowadzenie pewnej z góry określonej ilości biletów lub internetowego systemu sprzedaży? Pewnie, że każdy, kto w zimny dzień już się z dzieckiem z domu ruszył, chciałby przedstawienie zobaczyć, czy to wystarczający powód, żeby każdemu sprzedać bilet ? My w każdym razie chwilowo z lokalnego patriotyzmu rezygnujemy i od przyszłego tygodnia będziemy testowali również inne teatrzyki.

Bazar Smaków

Czyli dowód na to,że pewnym miejscom należy dawać drugą szansę.

Wróciliśmy do „Bazaru Smaków” po ponad 1,5 roku przerwy i trochę z wygody, bo byliśmy akurat (z racji opisanych wczoraj zajęć Fit Mama) w budynku Alchemii, a lejące się z nieba strugi wody jakoś nie nastrajały do transferu w inne miejsce. Bez większego przekonania był to powrót, gdyż pierwsza nasza tam wizyta nie napawała entuzjazmem – jedzenie letnie, mało doprawione, ogólnie – czegoś w „Bazarze Smaków” brakowało.

W temacie jedzenia – ekspertem nie jestem, ale smakowało i nam i testerom. Tym razem jedzenie było ciepłe, dobrze przyprawione i przede wszystkim w naprawdę przyzwoitej cenie. Dla dzieci specjalne menu, a serwowane dania naprawdę spore.

IMG_20151114_145334

Rosół, którego „zjadalność” jest według testerów wyznacznikiem atrakcyjności kulinarnej lokali, oceniony został wysoko. Ogólnie menu nie jest wyszukane i fanów dań wykwintnych i niespotykanych do wizyty nie zachęcam, ale wszystko naprawdę przyzwoite zarówno cenowo jak i smakowo, a design lokalu też bardzo przyjazny. Czysto, schludnie i miło.

Zajęliśmy miejsca na piętrze, gdzie kącik zabaw, ludzi niewielu a widok w zależności od upodobań – albo na basen albo na deszczową Al. Grunwaldzką.

Testerom podobało się bardzo i mimo, że kącik dziecięcy raczej średnio wyposażony i bez żadnej myśli przewodniej, doskonale się tam odnaleźli i ciężko było ich od zabawy „w budowę” oderwać.

IMG_20151114_142558

Minus to brak toalety na piętrze oraz windy, co dostanie się tam z dzieckiem podróżującym jeszcze w wózku jest pewnie dość sporym utrudnieniem. Za to plus toalety na parterze taki, że jest wielka, przestronna, wyposażona w przewijak – i jak stwierdziła testerka – „pięknie tam pachnie”, a to naprawdę rzadkość 😉

Reasumując – polecamy jako miejsce, gdzie można z dziećmi w spokoju i smacznie zjeść, jednocześnie nie przeznaczając na ten cel wielkich funduszy.

 

Fit Mama

Jak planowałyśmy, tak zrobiłyśmy.

W samo południe w sobotę dotarłyśmy z testerką do budynku Alchemii w Gdańsku, gdzie w recepcji Fitstacji zgłosiłyśmy swoją gotowość uczestniczenia w zajęciach pod hasłem „Fit Mama”. Pogoda była gorzej niż paskudna niestety i pechowo oprócz nas obu nikt więcej gotowości takiej nie zgłosił. Nic to jednak.

Niczym niezrażone wyruszyłyśmy na piętro do szatni, gdzie wielce przejęta testerka dokonała zamiany obuwia na sportowe i niczym rasowy bokser przed walką z ręcznikiem owiniętym dookoła szyi, ubrana w szykowny dres z wizerunkiem Puchatka misia, dzierżąc w dłoni butelkę wody mineralnej wmaszerowała na salę. Ogrom sali „ćwiczkowej” (jak powiada testerka) i wszechobecne lustra onieśmieliły ją, niestety, tylko na chwilę. Po minucie już cwałowała w kierunku piłek, kompletnie dezorganizując zaplanowaną przy muzyce rozgrzewkę.

IMG_20151114_132106

Pani prowadząca miła, profesjonalna i cierpliwa, co zważywszy na grupę docelową tych zajęć, musiało być głównym kryterium zatrudnienia. Coś tam próbowałyśmy podziałać, ale ogólnie nasze zajęcia sprowadzały się do uporczywego pozyskiwania uwagi testerki, która niczym łania śmigała od materacy do piłek, okien, hantli, gum i nie do końca zdawała sobie sprawę (mimo wcześniejszych tłumaczeń) ze swojej istotnej gimnastycznej roli.

IMG_20151114_121825

Reasumując – to mimo wszystko jeszcze zajęcia nie do końca dla nas, tym bardziej, że według trenerki zazwyczaj uczęszczają na nie mamy z dziećmi tak małymi, że można je niczym hantle podnosić. Testerka w charakterze hantla jest już mało przydatna, chyba że na głównej sali, gdzie fit panowie dźwigają ciężary, a jednocześnie zbyt młoda, aby w sposób bardziej sensowny w zbiorowych zajęciach uczestniczyć. No chyba, że byłoby więcej dzieciaków w jej wieku, więc zachęcam i jako stały bywalec Fitstacji będę na bieżąco o przekrój wiekowy na tych zajęciach pytać. Na razie zostaje po staremu, czyli dzieci do spania, mama „na ćwiczki” a bieganie nadal po salonie 😉

FIT Mama, Fitstacja, Gdańsk Al. Grunwaldzka 411, soboty, godz. 12:15, koszt 1 zajęć- 20 zł (za duet), dla posiadaczy karnetów – wejście wolne

Liczymy do trzech …

i to od Rumunii, przez Węgry i Słowację, aż do Czech.

Być może grupa, na której przeprowadziłam moje mikro badania nie była zbyt duża i reprezentatywna, a warunki badawcze zamiast laboratoryjnych konferencyjne, ale wynik badań okazał się przełomowy i zaskoczył nie tylko mnie. Okazało się bowiem, że wszyscy posiadacze dzieci – od Rumunii, poprzez Węgry, Słowację, Polskę, aż do Czech – tak !  zgadza się ! – w sytuacjach kryzysowych … liczą do trzech ! Czyż to nie wspaniałe ?

IMG_20151113_190605

Odkrycia tego dokonaliśmy na służbowym wyjeździe na terenie Czech, gdzie siedząc przy winie i rozprawiając na najbardziej międzynarodowy temat a mianowicie „dzieci”, doszła do nas magiczna moc tych trzech niepozornych cyfr. W odniesieniu do pewnej grupy wiekowej oczywiście (na nastolatki ponoć nie działa, a szkoda), ale i tak zaparło nam dech. I od razu jacyś tacy … bliżsi sobie się poczuliśmy.

„Raz, dwa, trzy…” i zabawki trafiają gdzie ich miejsce, wysychają łzy, cichną wrzaski, ustają konwulsje w mieszkaniach w Budapeszcie, Pradze, Gdańsku i na Podlasiu. Coś w tej wyliczance niewątpliwie jest, ale (to też nasze odkrycie) absolutnie i pod żadnym pozorem nie wolno jej nadużywać, bo traci swoją moc.

Niby żadne to przełomowe odkrycie w porównaniu z innymi, ale kiedy tak kilka dni temu tester przechodzący jeden ze swych kryzysów darł się, że „właśnie, że ta rurka w brzuchu mamy nie nazywa się pępowina” walając się przy tym z rozpaczą po podłodze, a ja właśnie zbierałam się do liczenia, na myśl o tym, że w tym samym momencie w wielu innych mieszkaniach na świecie ktoś też teraz liczy … jakoś tak uśmiechnęłam się pod nosem i od razu zrobiło się lepiej. Że niezależnie od języka i szerokości geograficznej, wychowywanie dzieci ma w sobie tyle wspólnego.

A gwoli wyjaśnienia – rozpacz testera spowodowana była tym, że przecież dzieci nie mogą pić wina tylko mleko, więc jaka znowu pępowina ? Hmm … Może za kilka tygodniu wrócimy do tematu. Na razie pozostaje drażliwy. I temat i  tester w odniesieniu do niego.

 

A na weekend polecam …

Sobota, 14.11.2015 r.

Nie będę oryginalna – wymianę opon na zimowe 🙂 Usługa dostępna w każdym warsztacie, najlepiej po uprzednim telefonicznym umówieniu, bo chętnych klientów może być w ten sobotni poranek sporo. Dla testera jako fana motoryzacji będzie to wielka frajda oraz sposobność na spędzenie czasu sam na sam z tatą. Poza tym usługa ta wpisze się doskonale w aktualny przedszkolny projekt kryptonim „Samochód”.

My dziewczyny czyli testerka i ja w tym czasie planujemy wspólne wyjście na zajęcie w Fitstacji w Gdańsku pod  hasłem  „Fit Mama i ja” (godz. 12:15). Mama – ok, czy fit, to się dopiero okaże. Szczegółów nie zapodam, bo będzie to dopiero nasz debiut, ale jak się spodoba, to być może wprowadzimy je do grafiku zimowych rozrywek na stałe.

Niedziela, 15.11.2015 r.

Niedziela to niezmiennie dzień teatrzyków i kina, czyli ratunek dla rodziców w razie deszczowej pogody, kiedy to spacery po plaży, Parku Oliwskim lub stanie przy huśtawce na placu zabaw nasze możliwości jednak przerastają.

W temacie teatrzyków – w związku z planowaną wyprawą do Gdyni – tym razem sprawdzimy co testerom ma do zaoferowania Teatr Lalki „Tęcza” w spektaklu „Nieznośne słoniątko”. Miejsce akcji to CH Riviera w Gdyni, godz. 12, wstęp wolny. Jeśli uda nam się odpowiednio wcześnie wyjść z domu, może zdążymy połączyć to z porankiem w kinie Helios (również CH Riviera), gdzie tym razem premiera bajki o skomplikowanej nazwie”Kasia i Mim Mim oraz Tree Fu Tom” i mam nadzieję mniej skomplikowanej i niezbyt długiej fabule (godz. 10:30), a przed seansem zabawy i konkursy dedykowane testerom.

Alternatywa na wypadek pozostania w Gdańsku to Teatr W Blokowisku (godz. 17), gdzie znani nam już i lubiani Koperek i Kminek opowiedzą dzieciom historię dwóch najbardziej znanych sąsiadów czyli Pawła i Gawła. Koszt biletu to 8 zł, płatność gotówką, czas trwania spektaklu to ok. 50 min.

Pozostałe atrakcje to Dzień Rekina w Akwarium Gdyńskim oraz weekendowe zabawy z chemią w Centrum Hewelianum, ale w obu miejscach testerzy byli stosunkowo niedawno, więc w naszym przypadku pauzujemy.

Instytut Dobrej Zabawy

to instytut o stosunkowo krótkiej tradycji, którego celem statutowym jest zabawianie dzieci w naprawdę dobrym, serdecznym, pomysłowym i niewymuszonym stylu. Tak bym to chyba najkrócej ujęła. Poza tym powołany został przez osoby, które rzeczywiście lubią dzieci i można wyczuć, że to nie tylko pomysł na biznes, ale również przedsięwzięcie z duszą i jasno określonym przesłaniem.

No dobra, ale do brzegu z tematem dobijając, to 31 października 2015 roku w sobotnie popołudnie mieliśmy niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w Balu Halloweenowym dla dzieci organizowanym przez Instytut Dobrej Zabawy w Sopocie. Impreza miała miejsce w Sopocie przy ulicy 3 Maja 69C w sali przy torze gokartowym Kartcenter , trwała ok. 2 godzin, w trakcie którym młodym imprezowiczom zapewniono nie tylko dobrą zabawę, tańce i konkursy, ale też poczęstunek. Limit wieku nie został przez organizatorów z góry określony (co można uznać za jedyny delikatny mankament tez zabawy), więc na imprezce spotkały się zarówno maluszki, jak i „młodsza młodzież” skoncentrowana, co oczywiste, na trochę innym rodzaju zabawy. Na plus jednak zaliczyć trzeba organizatorom, że po tej pierwszej, inauguracyjnej imprezie od razu stosowne wnioski wyciągnęli i planowany na 28 listopada 2015 roku Bal Andrzejkowy organizowany jest już z podziałem na dwie grupy wiekowe.

Poza tym było gwarno, wesoło i miło. Testerzy bawili się chętnie, zachwycenie całym tym halloweenowym anturażem oraz swoimi „straszliwymi” strojami. Poza tym przekąski pochłaniali w takim tempie, jakby w domu jedli tylko jarmuż i szpinak.

12191020_1516424525341110_3817224204653923704_n 12118793_1516424508674445_4530955127953904092_n

Cena za udział w imprezie tj. 15 zł za dziecko była ceną promocyjną, a dodatkowo honorowane były zniżki dla rodzeństwa, dzięki którym udział testerów w imprezie kosztował nas zaledwie 20 zł. Cena za udział w Balu Andrzejkowym to już 35 zł za dziecko (zniżki dla rodzeństwa nadal obowiązują), ale organizatorki zapewniają, że dzięki podziałowi na dwie grupy wiekowe (3-5, 6-8 lat) uczestnicy bawić się będą bardziej komfortowo. Poza tym poczęstunek i napoje nadal w cenie.

Plusem tej lokalizacji jest możliwość udania się przez opiekunów piętro wyżej i wypicia w spokoju kawy oraz skosztowania ciasta domowego, w sytuacji gdy dzieci są już na tyle duże, aby mogły imprezować same. Niestety, naszych testerów ta opcja jeszcze nie dotyczy. A szkoda.

Reasumując – pomysł na biznes bardzo dobry i świetnie mam nadzieję wypełni niszę, która w tym sektorze usług niewątpliwie istnieje. Zachęcam do odwiedzenia i polubienia strony Instytutu Dobrej Zabawy na FB, a osobiście trzymam kciuki za powodzenie w biznesie i wraz z testerami na pewno będziemy instytutowe imprezy odwiedzać.

Wypełniając niszę …

… czyli jak przygotować się do podróży bez dziecka.

Bo jak się do podróży z dzieckiem przygotować, to wie już każdy, nawet ten, który dziecka nie posiada. Internet, czasopisma i inne media każdego roku przed sezonem wakacyjnym zwłaszcza prowadzą zmasowany atak na naszą cierpliwość, wypluwając z siebie stos opatrzonych zdjęciem uśmiechniętych bobasów publikacji, że kolorowanki, kredki, chrupki, termometr, Stoperan, Nurofen, przytulankę, ulubiony obiad w słoiku, koło do pływania, krem z filtrem, 18 sztuk t-shirtów po 3 na każdy dzień, czapki z daszkiem i bez daszka również … Jakby upchanie do walizek i zabranie wszystkich tych wynalazków miało nam zagwarantować fantastyczny, niezmącony niczym wypoczynek w promieniach słońca z nieustającym uśmiechem na opalonych twarzach i jakby każdy człowiek nie wiedział sam, co w miejscu docelowym będzie mu potrzebne. Do udowadniania nazwijmy to średniej przydatności tego typu publikacji w kontekście planowanego wypoczynku zabiorę się w czerwcu, aby teraz skupić się na załataniu niewątpliwej medialnej dziury czyli odpowiedzi na to, co zrobić powinna matka, kiedy dzieci zostają w domy, a przed nią maluje się perspektywa kilku dni świętego spokoju. Poskakać z radości, zaklaskać … wiadomo – ale to dopiero po wykonaniu wszystkich niżej wymienionych działań, aby radość ta pozostała niczym niezmącona przez cały okres tych mini wakacji.

1.Ubrania – najlepiej ułożone w odpowiedniej kolejności dzień po dniu, odpowiednio oddzielone, aby nie doszło do ewentualnego połączenia kolorów ewidentnie do siebie niepasujących, co testerka z całą pewnością wyłapie i odmówi założenia. Z testerem na razie jest łatwiej, nie zawraca sobie głowy modą, ale po co dodawać zadań i tak zajętemu w tym czasie tacie. Poza tym gumki do włosów oraz całe mnóstwo spinek. Z nadzieją, że któraś miła pani z przedszkola testerkę uczeszę.

2.Listy – z lekami (przyjmowanymi standardowo oraz na wypadek chorób), zajęciami dodatkowymi, rzeczami do zabrania do przedszkola w konkretne dni itp. Czytelnie i jasno, drukowanymi literami najlepiej.Wysiłku niewiele, a pomaga i porządkuje życie.

3.Rozrywki zaplanowane na poszczególne dni czyli babcie, ciocie, wymiana opon, odbiór prania, apteka i takie tam zajęcia, które pochłaniają czas, są zarazem pożyteczne i niewątpliwie urozmaicają życie.

4.Prezenty – awaryjne, czyli takie na wypadek gdyby w miejscu docelowym nie udało się nic sensownego zakupić (w tym miejscu pozwolę sobie dodać, że zakup krecika w małym miasteczku w Czechach przy użyciu karty płatniczej, to była niemal detektywistyczna robota). Dla utrudnienia – prezenty muszą być dwa i to takie same lub łudząco podobne. Dobrze też, aby nie można było przy ich użyciu wyrządzić krzywdę (- pomyślałam sobie odnosząc pospiesznie na półkę drewniane flety).

I to tyle w naszym przypadku wystarczyło, aby pobyt mamy poza domem był spokojny i niczym niezmącony, a życie domowe przebiegało bez zakłóceń. No a miny stęsknionych testerów w hali przylotów były piękniejsze niż sam Bukareszt.

W tym miejscu też wypada słowa uznania w kierunku taty testerów wyrazić, bo gdyby nie jego świetna organizacja i wzorowa postawa, scenariusz mógłby wyglądać zupełnie inaczej. No ale w tej kwestii byłam absolutnie spokojna.

I jeszcze w finale tej opowieści dodam, że tak oto cudem zakupiony czeski krecik z rumuńskim Draculą w pod jednym dachem z testerami zamieszkali …

IMG_20151110_075405