„Żyła wodna” i testowanie

Pojęcie „żyły wodnej” funkcjonuje w naszym życiu rodzinnym od pojawienia się na świecie naszej młodszej testerki Laury, czyli od 2,5 roku co najmniej.

Początkowo uznawano, że to przypadek, przesada, kwestia ząbkowania, buntu kolejno 2, 3 i 4 – latka oraz inne mniej i bardziej uzasadnione teorie, ale w tym roku nawet moja dotąd najbardziej sceptyczna Mama przyznała – „faktycznie, jakaś żyła wodna jest pod tym mieszkaniem”.

Mieszkanie nasze (skądinąd wygodne, cudne i przestrzenne) powoduje o moich dzieci przebywających w nim razem niebywałe wprost zmiany charakterologiczne, skutkujące nadmierną ilością bójek, wyrywania włosów, szarpania, kłótni o zabawki, kredki, poduszki, kolejność mycia zębów, wchodzenia do wanny, smarowania balsamem … I nawet przy maksymalnej sile spokoju, nie da się tam nie oszaleć. Trzeba było znaleźć rozwiązanie.

Nie, o egzorcyście i różdżkarzach też myśleliśmy, ale jak na razie udało nam się znaleźć jedno prowizoryczne rozwiązanie – unikamy siedzenia w domu i jak tylko pojawiają się pierwsze objawy nadchodzącej burzy, w popłochu ewakuujemy się z domu. Stąd też nasze uprawianie od prawie roku testowanie – czyli przyjemnego z pożytecznym połączenie.

Oczywiście, bywają lepsze chwile, a nawet dni się takie zdarzają, ale są też i momenty, kiedy testerzy jedynie w trakcie testowania poza domem dają się znieść i poskromić. Szczęśliwy, kogo dziecko nigdy nie przeklęło na placu zabaw pełnym matek (nasze wczoraj klęło), ale od kiedy nauczyliśmy się w chwilach dziecięcych kryzysów unikać ryzykownych pytań -„Laurko, czy podoba Ci się ten piesek ? – Nieeeee ! Jest bzydki i paskudny !”, zbędnych propozycji – „Podaj proszę dziewczynce rączkę – A właśnie, że nie podam” oraz automatów do wody w aptekach i przychodniach (zagrożenie powodzią), jakoś spokojniej żyjemy.

No a nasze dzieci jak tylko zamykają się za nimi drzwi mieszkania nawet po największej burzy, od razu w absolutnej zgodzie trzymając się za rączki maszerują do auta, na spacer, lody, do pralni, optyka, krawca czy gdziekolwiek, byle dalej od domu. Czyli „żyłą wodna” – nic dodać, nic ująć.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s