Zjeść i nie oszaleć

W gąszczu kulinarnych przybytków, które już z racji posiadania przewijaka w WC i kartonika kredek, klasyfikowane są jako „miejsca przyjazne dzieciom”, bardzo trudno w obecnych czasach wyłowić te, które oprócz w/w rekwizytów oferują coś więcej, a przede wszystkim możliwość wypicia kawy / herbaty lub zjedzenia obiadu bez męczącej obecności własnych (i nie tylko), znudzonych dzieci. Na nic wyszukiwarki oraz reklamy. Jedyny sposób selekcji jaki się sprawdził, to moja własna w tych lokalach obecność.

Od Gdańska rozpoczynając –  numer jeden moich testerów to restauracja „KOS” w Gdańsku przy ulicy Piwnej 9/10, gdzie można nie tylko smacznie zjeść, ale też w spokoju i ciszy obserwować w TV dzieci bawiące się w osobnym, przystosowanym do tego pokoju, gdzie każde dziecko zabawi minimum godzinę bez zawracania głowy dorosłym. Pokój troszkę mały, szczególnie przy dużej ilości dzieci i odrobinę duszny z racji pozamykanych ze względów bezpieczeństwa okien, ale pomysł doskonały, a nasze dzieci uwielbiają wizyty tam, szczególnie kiedy pogoda kiepska.

Jeśli Sopot to na pewno „Pomarańczowa Plaża” przy ulicy Emilii Plater 19 (na tyłach hotelu „Bursztyn”), gdzie można zaspokoić głód, mając przed oczami nie tylko własne biegające po ogrodzonym i fajnie wyposażonym placu zabaw dzieci, ale też szumiące nieopodal morze. Miejsce fantastyczne, zwłaszcza latem, ale przy gorszej pogodzie też warte odwiedzenia ze względu na całkiem spory i dobrze wyposażony kącik dla dzieci. W te wakacje jest to zdecydowanie ulubiona miejscówka moich dzieci po porannym plażowaniu. Zdarzało nam się zabawić tam aż do kolacji 🙂

W Gdyni będąc warto odwiedzić „Ciuciubabka Cafe” przy Al. Marszałka Piłsudskiego 30, gdzie wprawdzie obiadu zjeść się nie da, ale za to pyszną tartę i babeczkę popijając kawą lub domową  lemoniadą jak najbardziej. Miejsce urokliwe, z klimatem oraz stosownym oprzyrządowaniem i wyposażeniem zdolnym zająć testerów przez minimum pół godziny, więc choćby z tej racji warte odwiedzenia. Jedyny problem to stosunkowo mała powierzchnia, ale wynagradza to mała odległość od bulwaru (jakieś 5 minut piechotą).

Gdybym posiadała większą ilość wolnego czasu oraz gotówki, a do tego nie miała pracy, którą lubię, wiem czym chciałaby się zajmować –  tak, własną restauracją, taką właśnie „naprawdę przyjazną dzieciom”. Wiem, że miałaby podłogi z jasnych desek, bielone meble, na półkach książki z bajkami, za barek ekspres do robienia  najlepszej kawy, w lodówkach galaretki, na podłodze kolorowe poduchy, pod ścianą drewniany domek, warsztat, kuchnia, drzwi rozsuwane do drugiej sali … Mam też absolutne przekonanie, że byłaby sukcesem. Na razie jednak (może i szczęśliwie dla mojego portfela;)) nie mam ani czasu ani środków, więc pozostają nam odwiedziny u potencjalnej konkurentów 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s