A na weekend polecam …

Plaże oczywiście. Tu nie będę oryginalna. Gdybyśmy mieszkali w górach, to z całą pewnością poleciłabym góry. Nie ma bowiem lepszego sposobu na wykorzystanie ostatniego weekendu wakacji, tym bardziej że słonecznego ponoć, jak eksploracja lokalnych atrakcji. Tak że jeśli o nas chodzi, to w weekend skoro świt wbijamy się nad Bałtyk. Już postanowione.

Dla spalonych już porannym słońcem amatorów popołudniowych sobotnich wrażeń miasto Gdańsk przygotowało festyny rodzinne pod hasłem „Zrozumieć sierpień”. Impreza reklamowana jest jako rodzinna, więc atrakcji dla najmłodszych z pewnością również nie zabraknie. W planach relaks na leżakach, muzyka, gry terenowe. W godzinach 10-14 organizatorzy czekają na Stogach (okolice Pustego Stawu), a od godziny 15 impreza rusza na Biskupiej Górce.

Niedziela też zapowiada się atrakcyjnie, szczególnie dla młodych oraz bardzo młodych  wielbicieli sportów ekstremalnych. O godzinie 9:00 w gdyńskim Adventure Park w Kolibkach rozpoczyna się „Bieg małego komandosa”. Dla najmłodszych uczestników organizatorzy przygotowali do pokonania trasę 200 metrów. Wraz z wiekiem dystans oraz stopień trudności wzrastają. Koszt udziału to 35 zł, a wszystkich żywo zainteresowanych tym wydarzeniem odsyłam na stronę internetową Parku.

O godzinie 11:00 w niedzielę można zrobić sobie zasłużoną przerwę w plażowaniu i wziąć udział nie wychodząc jednocześnie z plaży oraz kąpielówek w konkursie budowania z piasku. I to wcale nie zamków, tylko stadionu Energa, tak że dla wszystkich znudzonych  rodziców może być to niezła odmiana. Miejsce – plaża w Brzeźnie. Szczegóły na stronie http://www.trojmiasto.pl w zakładce dotyczącej imprez.

Na wielbicieli tradycyjnych festynowych rozrywek czyli cukrowej waty, dmuchanych zamków, gier i konkursów czeka w niedzielę w godzinach 11-18 kolejny festyn rodzinny. Tym razem w Centrum Kowale przy ulicy Staropolskiej 32.

No a na tradycjonalistów i poszukiwaczy względnego spokoju czekają  przynajmniej dwa godne polecenia parki – Park Oliwski oraz Park Oruński, oba dokładnie przetestowane, a tam między innymi takie oto rzadkie  widoczki …

IMG_20160813_173555.jpg– A czy ja już mogę ją puścić ? – pytał zniecierpliwiony Tester w trakcie tej oto foto sesji😉

Testery lubią plenery

A wcale nie było to takie oczywiste. Tym bardziej, że początek weekendu optymizmem nie nastrajał ani w kontekście pogody, ani też testerskich zachowań. Doszło nawet do mrożącej krew w żyłach sytuacji, kiedy to w drugiej godzinie prac pakunkowo – przygotowawczych do wyjazdu padło z naszych ust bardzo niebezpieczne w skutkach ostrzeżenie – „jeśli się za chwilę nie uspokoicie, to nie jedziemy”. Oczywiście, że się nie uspokoili, a przynajmniej nie aż tak, jak byśmy sobie tego życzyli, ale nie trzeba było być geniuszem, aby zrozumieć dla kogo z nas pozostanie w domu przez cały weekend będzie najbardziej dolegliwą karą. No właśnie … Tak że ostatecznie pojechaliśmy.

Po około godzinie w miarę spokojnej jazdy, bez przerw na siku oraz rękoczynów, dotarliśmy w urokliwe i niemal odcięte od cywilizacji miejsce nieopodal Malborka, w którym to oczekiwali na nas nasi stali dobrodzieje czyli ciocia Anetka i wujek Mariusz.

IMG_20160815_124801.jpg

IMG_20160814_131604.jpg

Po pierwszej godzinie euforii i zachwytów piętrowym łóżkiem na tzw. zapiecku

IMG_20160814_152423.jpg

IMG_20160815_124850.jpg

Testerzy ruszyli odkrywać nowe miejsca oraz słabo znane do tej pory atrakcje, takie jak wędkowanie, grzebanie patykiem w jeziorze oraz straszenie żab.

IMG_20160814_165211.jpg

Bliskość wody stwarzała pewne zagrożenie, tym bardziej, że Tester jako absolwent szkółki pływackiej przekonany o swoich nadzwyczajnych umiejętnościach w tej dziedzinie, próbował zwisać głową z pomostu i wykonywać inne akrobacje niekoniecznie na jego poziomie zaawansowania bezpieczne. Ogólnie rzecz ujmując było fantastycznie, i to nie tylko dlatego, że opiekę nad wymagającymi stałego nadzoru Testerami mogliśmy podzielić na czworo, ale przede wszystkim dlatego, że „miastowi” do szpiku kości Testerzy przez cały weekend nie dopominali się bajek, placu zabaw ani żadnej bardziej zaawansowanej rekreacji, a wieczorami zasypiali tak szybko, że plecaki z książkami do końca pobytu nie zostały rozpakowane.

IMG_20160815_094330.jpg

IMG_20160814_183614.jpg

Oczywiście kiepska pogoda plus pobyt z dziećmi z dala od cywilizacji to mimo wszystko dość trudna opcja wypoczynku, dla nas ciągle jeszcze realna jedynie na czas nie dłuższy niż weekend, ale patrząc na to z perspektywy wcześniejszych doświadczeń naprawdę dał się zauważyć postęp. Postęp zarówno we wzajemnych testerskich stosunkach, jak i w ich kontakcie z zewnętrznym światem. Takie chwile pozwalają dostrzec, że dzieci nie tylko rosną, ale też stają się mądrzejsze. Czyli nieprawdopodobna momentami staje się możliwe …

I znowu mamy weekend …

Wbrew szumnym zapowiedziom o powrocie do wzmożonej blogowej aktywności nasze życie rodzinne nie pozostawia ostatnio zbyt wiele czasu na pisanie. Wszystko za sprawą pogody oczywiście, bo dzieci zniechęcone zimnym wiatrem oraz koniecznością zakładania skarpetek pod sandały (o zgrozo!) jakoś nie garną się rekreacji na świeżym powietrzu, a znalezienie alternatywy dla oglądania po raz dwudziesty tego samego odcinka „Psiego patrolu” jest naprawdę trudnym i absorbującym zadaniem. No i w tym oto trudnym momencie zastał nas kolejny weekend.

No cóż … Powiem szczerze – sprawdziłam prognozy i optymizmem nie wieją. Wieją raczej zimnym wiatrem, temperaturami poniżej 20 stopni oraz przejściowymi opadami deszczu. Z tej też przyczyny nasz od dawna planowany weekendowy wyjazd do domku nad jeziorem w pewnej malowniczej miejscowości stanął pod bardzo dużym znakiem zapytania, a ostateczną decyzję podejmiemy dopiero w sobotę, kiedy możliwe będzie sprawdzenie, czy może jednak plotki o rychłym nadejściu jesieni okazały się przesadzone. Oczywiście żyjemy nadzieją na słońce i upały, ale jako ludzie przezorni na negatywny obrót spraw postanowiliśmy się również przygotować.

Trójmiasto jakoś nie rozpieszcza w te wakacje rozrywkami, ale kto mógł sądzić, że parki, plaże i bulwary nie okażą się zbyt uczęszczane tego tak zwanego lata. Stąd też pewnie ta stagnacja w branży rozrywkowej oraz sporo miejsca na kreatywność rodziców. Zarówno turystów jak i mieszkańców spędzających tu letnie miesiące.

Ten weekend oprócz Jarmarku Św. Dominika oraz towarzyszących mu imprez takich jak Kraina dobrej książki, Gry bez prądu itp. niewiele interesujących propozycji ze sobą niesie. Tradycyjnie popularnością cieszyć się będą poranki dla dzieci w kinach Helios (Bob Budowniczy) oraz Multikinie (Rodzina Treflików), a co niektórzy może skuszą się na Przygody Koziołka Matołka w Teatrze Malarnia (sobota, 13:00). Wprawdzie ani fizjonomia głównego bohatera ani ceny biletów (30 i 20 zł) jakoś nie zachęcają, ale cóż … Jak to mówią – na bezrybiu i rak ryba😉

Jeśli pogoda jednak dopisze, za co mimo wszystko kciuki mocno trzymamy, to w niedzielę w godz. 13:00 – 24:00 planowana jest impreza w Nowym Porcie (plac przy ulicy Starowiślnej) pod hasłem „Cud nad Martwą Wisłą”, w ramach której organizatorzy zapewniają atrakcje dla małych i dużych gości.

W poniedziałek 15.08. za to Gdynia zaprasza na Święto Wojska Polskiego, w ramach którego nie tylko wojskowe piosenki, nauka węzłów żeglarskich, pokazy sprzętu, wojskowa grochówka ale też atrakcje dla dzieciaków. Rozpoczęcie imprezy planowane jest na godz. 13:00 przy gdyńskiej Riwierze.

W temacie morskim pozostając – dla tych, którym wielce prawdopodobny brak pięknej pogody straszny nie jest, a żeglarstwo bliskie sercu, czeka niespodzianka. Organizatorzy zapraszają w ten weekend do odwiedzania strefy Programu Edukacji Morskiej w Gdańsku na PGE Stadionie Letnim przy Molo w Brzeźnie. W dniach od 13 do 14 sierpnia czekają darmowe żeglarskie zajęcia dla dzieci i młodzieży. Maluchy będą miały szansę popływać na łódkach typu Optimist, a większe dzieci na jachcie szkoleniowym Delphia 16.

DSC_3146.JPG

A na weekend polecam … Czyli z odsieczą turystom

Bo jeśli już ktoś się zdecydował na wypoczywanie nad naszym niewątpliwie pięknym polskim morzem z jego kapryśną aurą i niezbyt ciepłą wodą, to w deszczowe dni należy mu się pomoc i wsparcie ze strony tubylców. Obowiązkowo. Wiem coś o tym, bo takiego samego poszukiwałam w lipcu moknąc w Szczyrku😉 A zatem na ten weekend postanowiłam uczynić małe odstępstwo i skupić się przede wszystkim na atrakcjach w tak zwanym zadaszeniu i zaserwować garść miejsc, gdzie można spokojnie udać się z dziećmi, kiedy pogoda dokuczy.

IMG_20160717_130828.jpg

Jeśli chodzi o JEDZENIE, to spośród miejsc, gdzie można nie tylko coś dobrego spożyć, ale również zrobić to w spokoju, podczas kiedy nasze dzieci zajmą się czymś innym i nie będzie to chodzenie dookoła stolika z hasłem „nuuuudzę się” na ustach, mogę z czystym sumieniem polecić następujące miejsca: Restaurację Kos na Starym Mieście (pokój zabaw), Mito Sushi (spora sala zabaw, basen z kulkami, zjeżdżalnie), O.Mandu (w obu lokalizacjach kąciki dla dzieci, książki, gry planszowe), Pomarańczowa Plaża w Sopocie (plac zabaw na zewnątrz, wewnątrz spory kącik dla dzieci). Dla bardzo zdesperowanych – Mc Donald w Oliwie (sala sportowa).

Z ROZRYWEK w zadaszeniu polecam: Gdańsk –  Hevelianum, Muzeum Morskie, Loopy’s World, Sopot – Aquapark, Gdynia – Centrum Nauki Experyment, Jump City oraz we wszystkich tych miastach kina oraz teatry.

A jeśli pogoda jednak zaskoczy nas pozytywnie, to w ten weekend na uwagę zasługują następujące wydarzenia:

  • Festiwal Baniek Mydlanych w Sopocie (sobota, godz. 13-17)
  • Międzynarodowa Wystawa Kotów Rasowych w Sopocie (Hipodrom, sobota)
  • Międzynarodowe Pokazy Pirotechniczne (sobota, Stadion Energa, godz. 20)
  • Lwia Sobota (Park Reagana, sobota, godz. 10-14)
  • Jarmark Św. Dominika w Gdańsku

Miłego weekendu !

Jelitkowo vs. Gdynia 1:0

Plaża, dzika plaża … chciałoby się zaśpiewać. A jeszcze bardziej na własnej skórze poczuć, poleżeć, skosztować … Nic z tego. Wakacje mamy. A wakacje w Trójmieście to dla tubylców od zawsze trudny temat. A najtrudniejszy w weekend.

No ale nie najgorsza jak na nasze standardy pogoda zachęciła nas w ostatni weekend lipca do podjęcia tematu „plażingu” . Takiego lokalnego. Blisko cywilizacji, parkingu i toalet. Uzbrojeni w dmuchane koła, ręczniki, łopatki i inne elementy obowiązkowego wyposażenia wyruszyliśmy wczesnym przedpołudniem na śródmiejską plażę w Gdyni. I to był błąd.

Gdynię kocham. Nawet bardzo. Za Bulwar Nadmorski, za widok z Kamiennej Góry, za ulicę Świętojańską, przy której niegdyś mieszkałam, za lody w Mariolce, za plażę i pobliski Kontrast, gdzie kiedyś życie towarzyskie leniwie się toczyło. Takie bez smartfonów, pokemonów , Wifi i innych wynalazków jeszcze dodam. Ale mimo całej tej miłości gdyńska plaża się w ten weekend nie obroniła i absolutnie nie jest miejscem, które należałoby odwiedzać w poszukiwaniu relaksu, piasku i wody. Bo o ile z dwiema ostatnimi sprawami problemu nie ma, o tyle o pierwszym można zapomnieć i nawet parawanów nie rozkładać. Zresztą i tak nie ma gdzie. Tłumy, dzikie tłumy … A do tego przerażająca wręcz ilość puszek po napojach, petów, patyczków po lodach itp. tak że dojście do wody przypomina spacer polem minowym. Prawie jak po niektórych trawnikach😉 Do tego dudniąca muzyka, wrzaski, krzyki i mega kolejki do wszystkiego. Moim wprawionym przez lata obserwacji okiem oceniłam, że ilość plażujących tam ludzi osiągnęła tego lata krytyczną masę i tylko nadejście września jest w stanie sytuację uratować. Testerzy po szybkiej kąpieli bez protestów opuścili teren, co również najlepszą jego rekomendacją nie jest.

IMG_20160730_142540.jpg

W niedzielę nieustraszeni w akcji „plażing” dla odmiany obraliśmy kierunek Jelitkowo. Decyzja ta okazała się  niemal doskonała. Nie, nie jest pusto i odludnie, ale nie ma też porównania z Gdynią. Ok, Jelitkowo w tej konkurencji pozycję startową ma lepszą, bo jest znacznie mniej popularne niż Sopot czy Gdynia, ale dla nas tubylców nie ma to znaczenia i tylko fakty się liczą. A fakty są takie, że ludzi tam o jakieś 2/3 mniej, piasek czysty, śmieci prawie nie ma, tylko woda tak samo zimna, ale to wiadomo, standard w tej części Ziemi😉

IMG_20160731_110041.jpgNo a Testerzy dzięki funkcjonującym na gdańskich plażach (w tym na tej w Jelitkowie) bezpłatnym wypożyczalniom wodnego sprzętu mieli okazję spróbować swoich sił w … surfowaniu. Deska o wiele mniej posłuszna niż się z brzegu wydaje, pozycja pionowa na razie niemożliwa do osiągnięcia, ale za to entuzjazm Testera tak wielki, że nawet pewna mała naturystka bez wahania zrzuciła ręcznik i popędziła też szusować.

IMG_20160731_120331.jpg

IMG_20160731_120306.jpg

Reasumując – w tym sezonie w temacie plażowania z dziećmi doradzałabym Jelitkowo, tudzież inne, mniej turystyczne plaże. Nam to miejsce spodobało się na tyle, że na razie zawieszamy poszukiwania. Jelitkowo rules ! Co prawda w drugiej godzinie plażowania przepędziły nas czarne chmury, ale dzień i tak zaliczyliśmy do udanych.

IMG_20160731_114834.jpg

Niektórzy nawet stwierdzili, że nigdzie nie idą. Że mają gdzie mieszkać i zostają.

IMG_20160731_115117.jpg

To znowu my. Czyli Testerzy wracają do gry.

Tym oto optymistycznym akcentem pragnę zainaugurować wielki powrót Testerów do aktywności blogowej po okresie urlopowym oraz pourlopowym, który przyniósł równie dużo zamieszania, co sam urlop. Proces adaptacji Testerów do życia codziennego przebiegał momentami bardzo burzliwie, a problemy nastręczało nie tylko odnalezienie kąpielówek, lewego klapka oraz ulubionej książki Testera, ale również zagubionej gdzieś po drodze dyscypliny. No właśnie. Znamy to wszyscy … Ale ogarnęliśmy się z grubsza i ruszamy z nową energią.

Jako że dziś czwartek, działalność wznawiamy naszą stała pozycją czyli propozycjami na weekend. Pogoda sprawy nam nie ułatwia, bo trudno przewidzieć czy bardziej wskazana będzie wycieczka do lasu czy wyprawa do kina. Obstawiam wariant pierwszy, optymistyczny czyli piękną wakacyjną pogodę i dla odmiany od zainfekowanych chwilowo sinicami plaż polecę bezpieczniejsze rozwiązanie. Rozwiązaniem tym jest nasz lokalny wrzeszczański produkt w postaci Podleśnej Polany.

IMG_20160727_182229.jpg

Aby gołosłownym nie być, w dniu wczorajszym przetestowaliśmy teren organizując w trybie szybkim nasz mini piknik w postaci kolacji na łonie natury, którą to Testerzy po sporej dawce aktywności fizycznej z wielkim apetytem spożyli. Miejsce już kiedyś polecałam, więc tylko dodam, że nadal jest tam urokliwie, przyjemnie, blisko od cywilizacji, a jednocześnie daleko niby😉 Dobre rozwiązanie zarówno dla wielbicieli słońca, jak i amatorów cienia. Szałasy stoją, „tyrolka” działa i aż się prosi o skorzystanie.

IMG_20160727_182417.jpg

IMG_20160727_191201.jpg

IMG_20160727_182701.jpg

IMG_20160727_192357.jpg

IMG_20160727_192405.jpg

Jeśli pogoda figla z deszczem nie spłata, to naszą sobotnią destynacją będzie Gdynia. W planach mamy przetestowanie gdyńskiego salonu fryzjerskiego „Czuprynki”, a potem poszukiwanie atrakcji oraz przygód na ulubionym placu zabaw na terenie śródmiejskiej plaży. W ten weekend w Gdyni odbędzie się również V Nadmorski Plener Czytelniczy, w ramach którego ponoć i dla najmłodszych gości planowane są atrakcje. Wprawdzie w programie imprezy próżno ich szukać, ale może nas czymś organizatorzy zaskoczą.

Poza tym ten weekend to również rozpoczęcie Jarmarku Św. Dominika. W tym roku Plac Kobzdeja jest miejscem, w którym można będzie przez cały okres trwania jarmarku szukać atrakcji dla dzieci. Zainteresowanych odsyłam na internetową stronę imprezy, bo za dużo byłoby do przepisywania😉

A gdyby jednak pogoda przyjazna nie była dla chłopców mniejszych i większych polecam wizytę w kinie Helios w ramach Filmowych wakacji z Bobem Budowniczym. Zresztą dziewczyny też lubią Boba.

Szczyrk. Na przekór pogodzie.

Słowo się rzekło, rezerwacja zrobiona, zaliczka wpłacona, więc cóż … Wbrew kiepskiej pogodzie i jeszcze bardziej kiepskim prognozom wyruszyliśmy w środowy lipcowy poranek na nasze kolejne wakacje. Tym razem zamieniliśmy samolot na auto, ciepły klimat na deszczowe Beskidy, a hotel z Kotvy na polski Klimczok.

IMG_20160714_123407.jpg

Podróż była trudna i … chyba na tym zakończę, aby nikt z wybierających się z dziećmi autem na wakacje za sprawą tego wpisu nie zmienił planów😉 Podróż zajęła nam 8 godzin. W sumie gdyby nie kilka przerw na sikanie, jedzenie, podnoszenie zabawek z podłogi, grożenie wysadzeniem z auta i awanturowanie się, dałoby się trasę i w 6 godzin pokonać. W naszych realiach to był i tak dobry wynik.

Pogoda była marna. Może i nie było zimno – temperatura oscylowała w granicach 19-22 stopni – ale za to padało. Ciągle. Notorycznie. Od rana do nocy, z niewielkimi przerwami, w czasie których udało nam się zwiedzić Szczyrk (na szczęście do zwiedzania za wiele nie ma)

IMG_20160714_143408.jpg

Żywiec (parki i muzea, więc głównie pod dachem)

IMG_20160717_115351.jpg

IMG_20160717_130338.jpg

IMG_20160717_133715.jpg

oraz Bielsko – Białą, gdzie już musieliśmy salwować się ucieczką przed deszczem do galerii handlowej. Fakt, że nie takiej całkiem zwykłej, bo tej z pomnikiem lubianych przez Testerów Bolka i Lolka,

IMG_20160716_135247.jpg

gdzie Testerzy szóstym zmysłem wyczuli „kulkownię” czyli salę zabaw „Leopark”. Sala jak to sala, ale przesuwające się na szynach helikoptery napędzane siłą mięśni nóg nawet na mnie zrobiły wrażenie. Mimo, że przejechałam się nimi jakieś 136 razy.

IMG_20160716_140617.jpg

Trafił się też jeden dzień prawie bez deszczu, kiedy to postanowiliśmy zaryzykować i wybrać się kolejką na Szyndzielnie, a następnie na własnych nogach pokonać szlak prowadzący na Klimczok.

IMG_20160714_144549.jpg

Widoki były piękne, jagody przy drodze smaczne, choć ja i tak główną część wyprawy spędziłam na spoglądaniu w niebo i pytaniu samej siebie – „spadnie ten deszcz czy nie spadnie?”.

IMG_20160715_152611.jpg

IMG_20160715_113838.jpg

IMG_20160715_120101.jpg

Nie spadł na szczęście, ale kolejne dni padało już tak, że z żalem darowaliśmy sobie i Chatę Wuja Toma i Sanktuarium Na Górce, zamiast tego oddając się rozkoszom kulinarnym, kulturalnym oraz basenowym, które na szczęście oferuje hotel Klimczok.

IMG_20160714_134328.jpg

IMG_20160714_134613.jpg

Poza tym wnętrza hotelowe odnowione, zadbane, pokoje duże, a nasz – z racji faktu, że dzień przyjazdu do Szczyrku był również dniem urodzin Taty Testerów – był jeszcze większy i jeszcze ładniejszy niż pozostałe. Jedzenie również wyśmienite, więc szybko udało nam się niestety nadrobić niedobory kaloryczne z Bułgarii. Hotel faktycznie troszczy się o najmłodszych gości, gdyż oprócz normalnych posiłków tj. śniadań i obiadokolacji, w godz. 13-14 dla dzieci serwowane są zupy, a w godz. 18-19 lody. Fajnie byłoby zajadać je w słońcu na tarasie, ale cóż … No i obsługa wyjątkowo miła i pomocna.

IMG_20160714_172844.jpg

IMG_20160717_190449.jpg

Oprócz fajnego kompleksu basenowego z „rwącą rzeką” wypływającą na zewnątrz hotelu, która była największą atrakcją dla młodych gości, w hotelu jest również sala zabaw zwana „Figloparkiem”, gdzie Testerzy solo oraz w duecie testowali zjeżdżalnię.

IMG_20160715_095319.jpgPoza tym stoły do tenisa, piłkarzyki oraz codzienne animacje.  Dzieci opalone bułgarskim słońcem do tej nagłej zmiany klimatu podeszły ze spokojem, więc i nam z czasem przestała ona aż tak doskwierać. No i zewnętrzne jacuzzi z widokiem na góry też sporo rekompensowało.

Generalnie – będziemy tęsknić, ale … No właśnie. Podstawowym wakacyjnym problemem w Polsce jest pogoda i kompletny brak pewności co do niej. Ostatecznie w każdych warunkach można postarać się czas miło spędzić, ale wiadomym jest, że o wiele przyjemniej jest bawić się, spacerować i zwiedzać nowe miejsca w krótkim rękawku, a nie w przeciwdeszczowej kurtce. Poza tym nie chcę nawet myśleć o tym jak nasz tygodniowy pobyt wyglądałby w jakimś niewielkim pensjonacie bez sali zabaw, basenu …To doświadczenie upewniło nam w przekonaniu, że w przyszłe wakacje – mimo całej naszej miłości do polskich gór, rzek i jezior – postawimy na pewniaka czyli na jeden, ale za to dłuższy urlop w jakimś zdecydowanie cieplejszym kraju, a zwiedzaniem Polski zajmiemy się poza sezonem.

Zainteresowanych pobytem w hotelu Klimczok odsyłam na ich oficjalną stronę internetową, zapewniając jednocześnie, że wszystkie zamieszczone tam zdjęcie pozostają w zgodzie z rzeczywistym stanem obiektu. No może za wyjątkiem jednego elementu – pięknej pogody😉

 

Nasz pierwszy raz. Bułgaria.

Pierwszy raz może wydarzyć się spontanicznie lub jako wynik długotrwałych przygotowań. Nasz – z racji młodzieńczego wieku Testerów, ilości klamotów do zabrania oraz potencjalnych problemów, które mogą oni wygenerować – należał do tych drugich. Pierwsze wakacje poza krajem. Plus lot samolotem. Czyli wielkie wyzwanie. Żadnych spontanicznych uniesień. Sto procent planu.

Przygotowania do wyprawy niczym alpiniści rozpoczęliśmy blisko rok przed terminem, kiedy to w biurze podróży zapodałam nasze oczekiwania – lot krótki, transfer lotnisko – hotel jeszcze krótszy, hotel przyjazny dzieciom i czysty, do tego baseny, zjeżdżalnie, mini przedszkole oraz wszystko to, co dzieci lubią najbardziej. Czas wyprawy – lipiec. Długość  pobytu – tydzień. Czyli absolutnie wszystko to, co podróżując wcześniej, w epoce „bez dzieci” już na wstępie wykluczałam. Czyż życie nie jest przewrotne ? Jest. I tak oto padło na Bułgarię. Tam też jeszcze nigdy nie byłam.

Bułgaria oprócz wyżej wymienionych zalet miała dla nas jeszcze jeden niewątpliwy plus – ze wszystkich wakacyjnych destynacji jawiła się jako miejsce najbezpieczniejsze. Zarówno w kontekście terrorystów, jak i potencjalnych problemów pokarmowych, które często przytrafiają się na wakacjach.

Lot faktycznie krótki (ok. 2 godziny), Testerzy przetrwali go bez awantur ale też bez specjalnych emocji („tak, tak … tak samo jak autobus tylko w chmurach”), klimat zbliżony do polskiego czyli takie naprawdę upalne lato, ale woda dwa razy cieplejsza niż w Bałtyku. Flora bakteryjna na tyle zbliżona do naszej, że nikt ze znanych nam osób dużych i małych nie nie doświadczył żadnych żołądkowych przygód.

Hotel (Kotva, Słoneczny Brzeg) wygrał w castingu z racji własnego aquaparku oraz rozbudowanej infrastruktury basenowo – dzieciowej. Transfer z lotniska nie przekroczył 30 minut, a położenie w pobliżu centrum, sklepów, a nawet szpitala dawało poczucie psychicznego komfortu. Tylko bankomatu nie było, ale miało to swoje plusy😉 Obecność dmuchańców, cymbergraja, sklepów z ręcznikami z Elzą, Psim Patrolem itp. trochę drenowała portfele, ale przynajmniej ceny nie należały do wygórowanych.

IMG_20160707_201059.jpg

IMG_20160704_201007.jpg

Pokoje odnowione, animacje w języku polskim, lodów i owoców pod dostatkiem, a jedyną rzeczą na którą można było narzekać, to rzeczywiście, niezbyt wyszukana i monotonna kuchnia. Ale – jakby to przedstawili fachowcy od PR – przynajmniej drogi gościu nie przytyjesz😉 Poza tym smaczne arbuzy, melony i dojrzałe pomidory sporo rekompensują. No a mewy wielkości psów nieprawdopodobnie podkręcają klimat😉 Poza tym baseny, zjeżdżalnie, rury, brodziki, skalne groty … Po dwóch dniach brodzenia wokół nich wszystkim nam się pomarszczyły stopy.

IMG_20160703_140011.jpg

IMG_20160706_122837.jpg

IMG_20160703_102645.jpg

IMG_20160703_102908.jpg

A jak już przy tym brodzeniu w basenach jestem, to chciałabym również wpisem tym odczarować pewien mit. Mit wakacji z dzieckiem jako czas odpoczynku dla rodziców. Odpoczynek to owszem, mają dzieci, a rodzice to samo jak w domu – all inclusive 24h na dobę, tyle że bez prania, prasowania, gotowania, zmywania oraz załamań pogody, bo z tymi psychicznymi to już różnie bywa. I spieszę wyjaśnić niedowiarkom – to, co udaje się przy jednym dziecku, względnie dwójce ale z większa różnicą wieku, w naszej fabryce kompletnie się nie sprawdza. Tu na każdej zmianie musi być minimum dwóch pracowników.

Z rzeczy niepotrzebnych, które taszczyliśmy ze sobą w nadmiarze na pierwszy plan wysuwają się ubrania (za dużo, zwłaszcza tych grubszych), skarpetki (produkt nieużywany) oraz książki, bo Testerzy wieczorami padali w minutę nie domagając się czytania. To samo dotyczy gier, puzzli i ogólnie zabawek, bo to co na miejscu i tak będzie ciekawsze. Nawet jeśli to kredki, gumowa piłka z Dorą i dwie łopatki z Miki. Warto za to zadbać o oryginalne lub przynajmniej rzucające się w oczy nakrycia na dziecięce głowy, gdyż ułatwia to bardzo proces czuwania nad bezpieczeństwem Testerów w akwenach wodnych i odróżnienie ich od innych podobnie wyglądających pływaków. Poza tym „must have” – koła do pływania, rękawki, krem z filtrem i okulary przeciwsłoneczne. No i cierpliwość, luzik, spokój … Względnie dobre leki😉

Z cyklu „rozczarowania” – rozczarowała nas plaża. Brzydka, wąska, niezbyt czysta, bez przyzwoitej infrastruktury, pryszniców, toalet. No a przez wodę, która akurat zakwitła pod wpływem upału, Tester już zawsze będzie twierdził, że Morze Czarne tak naprawdę jest  … zielone niestety.

IMG_20160706_102116.jpg

IMG_20160706_104108.jpg

Z cyklu „zachwyty” to na pewno Nesebar (Nesebyr) – przecudnej urody miasteczko, jedno z najstarszych w Europie, malowniczo położone na półwyspie. Brukowane uliczki, kawiarniane tarasy z widokiem na morze, dużo zieleni, kwiatów … Zasłużenie wpisane na listę światowych zabytków UNESCO. Od naszego hotelu położone jakieś 3-4 km, a skomunikowane kolejką turystyczną, która pokonuje tą trasę wzdłuż linii brzegowej w jakieś 7-8 minut.

IMG_20160703_175103.jpg

IMG_20160703_185452.jpg

IMG_20160703_184328.jpg

Pewnie można w sposób bardziej twórczy spędzać wakacje. Chodzić po lesie, słuchać śpiewu ptaków, moknąć razem w deszczu, budować szałasy czy nawet przebyć pieszo pół Bieszczad. Pewnie, ale trzeba mieć na to odpowiedni nastrój oraz siłę. Dla mnie to rozrywka zdecydowanie na dalszą część wakacji, już po załadowaniu akumulatorów słońcem. A jeśli człowiek najpierw chce … no może nie odpocząć, ale zmienić klimat, nie za wiele myśleć, w ciepłej wodzie czujnie niczym ważka postać, a do tego zobaczyć jak fantastycznie dogadują się różnojęzyczne dzieci w sobie tylko znanym języku, to Bułgaria jest na to bardzo dobrym miejscem. No i głęboki smutek Testerów, kiedy zrozumieli, że nie będziemy tam jednak na stałe mieszkać, jest również dobrą tych wakacji recenzją.

 

Szkoła pływania „Dzidziuś”. Przełamując fale. Oporu również …

Jeśli ktoś już na wstępie zakłada, że pierwszy kontakt młodego adepta pływania z profesjonalnym kursem będzie pełen entuzjazmu, zaangażowania i podporządkowania regułom, może mieć i rację. Ale nie zakładałabym tego jako pewnik. Lepiej dać się zaskoczyć pozytywnie.

Tester – bo o nim mowa – według aktualnych standardów pływackich rozpoczął edukację w wieku mocno już podeszłym (4,5 roku). Kto wie jak potoczyłyby się jego losy, gdyby szeregi szkoły zasilił niemowlakiem będąc. Może śmigałby krytą żabką albo przynajmniej nie szedł od razu jak kamień pod wodę. Albo chociaż obeszło by się bez wrzasków, histerii i uprzejmej zgody, że owszem, może się uczyć pływać, ale „nie mocząc głowy”. Nie muszę dodawać, że konieczne w tej branży schodzenie pod powierzchnię wody zostało już na wstępie kategorycznie wy-klu-czo-ne ! Ale zacznijmy od początku.

Tester pływacką edukację rozpoczął w lutym tego roku, w ramach kursu dla początkujących dzieci w wieku 3-5 lat prowadzonych przez trójmiejską szkołę pływania „Dzidziuś”. Zajęcia odbywały się w Aquastacji (Gdańsk Al. Grunwaldzka, Alchemia), a prowadził je Pan Mariusz. Jako towarzyszący dziecku opiekun wskazany został na wstępie Tata Testerów, gdyż perspektywa stania w basenie, ubraną w czepek i rozebraną z makijażu jakoś nie wydawała mi się szczególnie kusząca. Liczba dzieci na kursie wynosiła ok. 10.

Początek był burzliwy, a spodziewana poprawa nie nadchodziła, mimo wysiłków zarówno taty, jak i i trenera. Postanowiliśmy dotrwać do końca czyli do lipca, a potem ze względu na podeszły wiek oraz postawę Testera rozważyć możliwość przerzucenia go na zajęcia indywidualne. Było trudno, opornie i głośno, bo młody głównie wrzeszczał oraz stawiał opór czynny i bierny.

Przełom nastąpił zupełnie niespodziewanie, chyba w kwietniu, kiedy to Tata z racji służbowego wyjazdu nie mógł pójść z Testerem na zajęcia i atrakcja ta przypadła w udziale mamie czyli mi. Na pierwszych zajęciach Tester przestał ryczeć. Tak zupełnie znienacka. Nadal nie wykonywał części ćwiczeń i kategorycznie odmówił wrzucania go do wody w takt piosenki „baloniku nasz malutki”, ale dało się zauważyć delikatny postęp. Na kolejnych zajęciach uprzejmie zgodził się zamoczyć głowę, zaś na następnych już zbierał zabawki z dna basenu. I tym też sposobem, granatowy czepek i Tester stali się moimi stałymi towarzyszami środowych wieczorów.  A Tester zrównał się z grupą, nie ryczy i nawet puszcza bańki nosem pod wodą. Nadal zdarza mu się pójść na dno, ale przynajmniej czyni to ze spokojem i godnością. I najważniejsza informacja – sam poprosił, żeby zapisać go na kontynuacje kursu, więc z czepkiem chyba się na dłużej zaprzyjaźnię.

Poza tym Tester odnalazł swojego pierwszego dziecięcego idola w osobie Pana Trenera. W geście sympatii zażądał zakupienia mu takiej samej pianki do pływania, a zajęcia chce odrabiać tylko ze swoim trenerem, a nie „jakimś tam obcym”.  W ustach dziecka znaczy to bardzo wiele.

IMG_20160629_184327.jpg

Foto: Tester – kosmita, a w tle jego Idol.

Z informacji ważnych dla ewentualnych chętnych – zajęcia trwają 40 minut i odbywają się raz w tygodniu. Na teren basenu z dzieckiem wchodzi 1 osoba dorosła, za wyjątkiem zajęć otwartych, na których można zabrać kogoś do towarzystwa i pstrykania zdjęć. Koszt kursu to ok. 700 zł, a zakres wiekowy od niemowlaka do 8-10 latków, albo nawet i starszych. Szczegółowe informacje znajdują się na stronie internetowej szkoły. To co wyróżnia szkołę i skłania do jej reklamowania, to fakt, że zajęcia to faktycznie lekcje pływania. Prowadzone przyjaźnie, na wesoło, w przyjemnym i komfortowym basenie, ale jednak lekcje. Bardziej edukacja niż taplanie się w wodzie, a jak już się w tym czepku tam stoi, to jednak o coś chodzić powinno😉 Poza tym bardzo fajne podejście do dzieci i zauważalne u dzieci postępy w pływaniu.

Nauczeni doświadczeniem późnej edukacji Testera postanowiliśmy nie popełnić tego samego błędu z Testerką. Przygodę rozpoczynamy już w sierpniu, intensywnym 2-tygodniowym kursem pływania dla początkujących dzieci 3-5 lat (zajęcia 3 razy w tygodniu, koszt 200 zł), a jak potoczą się dalsze jej pływackie losy i kto z nas będzie jej od września towarzyszył, jeszcze nie zdecydowaliśmy.

 

Trzy, dwa, jeden … WAKACJE !

Gdynia została w tym roku wybrana przez nas jako miejsce wspólnej rodzinnej inauguracji sezonu letniego 2016. I to wcale nie przypadkiem, tylko z prawdziwego sentymentu, jako że jest to miejsce nie tylko narodzin Testera, ale też miasto, w którym przez kilka lat mieszkaliśmy.

Gdyni nikomu reklamować nie trzeba, bo jest marką samą w sobie, do tego lubianą i powszechnie znaną. Z racji ciekawej historii, pięknego usytuowania, niezliczonych tras spacerowych oraz szczególnie cenionego przez nas scentralizowania, dzięki któremu umawiając się z kimś „w centrum”, mieliśmy zawsze pewność, że mamy na myśli dokładnie ten sam rejon miasta. Zazwyczaj okolice Bulwaru Nadmorskiego oraz sławetną rzeźbę ryb w pobliżu „Kontrastu”, która to zresztą była przez długie lata miejscem inauguracji większości spotkań towarzyskich na tak zwanym „wolnym powietrzu”. W Gdańsku to się jednak rzadziej zdarza, a Neptun jest mimo wszystko w tym kontekście o wiele mniej popularny.

Gdynia za nasz entuzjazm i pewność wyboru nie odwdzięczyła się niestety w ten weekend jakąś spektakularnie piękną pogodą, ale jak to się zwykle mawia – przynajmniej nie padało. Choć kilka razy było już naprawdę blisko.

W tych właśnie nieprzewidywalnych okolicznościach pogody udało nam się zwiedzić ORP „Błyskawica”, gdzie oczywiście machnęłyśmy sobie z Testerką selfie. A co tam !

IMG_20160626_145144.jpg

O część edukacyjną zadbał Tata.

IMG_20160626_143933.jpg

Nasze kolejne kroki zwróciliśmy w kierunku Koła widokowego, gdzie Testerka postawiona przed decyzją o wejściu na pokład gondoli, w ostatniej chwili salwowała się ucieczką na pobliski plac zabaw. W towarzystwie taty oczywiście. Wytrwali najodważniejsi czyli ja i mój odwieczny towarzysz Tester. Z porad praktycznych dla osób wybierających się na owo koło – proponuje celować w pogodę raczej mało albo wręcz bezwietrzną, bo nieźle nas tam z Testerem wybujało. No ale humory dopisywały.

IMG_20160626_160635.jpg

IMG_20160626_161314.jpg

Kolejny punkt rekreacyjny na naszej niedzielnej mapie gdyńskiej to oczywiście plac zabaw na śródmiejskiej plaży. Ilekroć tam jesteśmy, nie ma możliwości opuszczenia go wcześniej niż po godzinie. Pomaga propozycja zakupu gofrów z truskawkami, a przy super pogodzie lodów lub też perspektywa wymoczenia nóg w morskiej wodzie. Zalecane jest zabranie odzieży na zmianę, aby uniknąć choćby takiej kłopotliwej sytuacji jak ostatnio, kiedy to Tester wracając do domu w windzie konfidencjonalnym tonem zwrócił się do naszego sąsiada „a wie pan, że ja nie mam majtek ?”😉

Tak że Gdynię do spacerowania szczerze polecamy ! Do oglądania z Koła widokowego również.

IMG_20160626_161226.jpg