Raport mniejszości. Po weekendowy.

Odrobinę spóźniony, bo  się właśnie kolejny weekend rozpoczyna, ale lepiej późno niż wcale, więc zapodaję:

Raport mniejszości, bo niezależnie od piękna krajobrazu, bałwanów, sanek i malowniczej na Bałtyku kry my – a głównie to ja – zimy nie lubimy i trochę się nawet jej boimy. Zwłaszcza takiej z 20 – stopniowym mrozem. I to właśnie ja jako kierownik wydziału rozrywkowego naszej rodzinnej spółki, niestrudzony wynalazca atrakcji i naczelny KO-wiec muszę się o tej porze roku bardzo ale to bardzo natrudzić, aby swoją niechęcią do tej pory roku nie zabić w Testerach zimowego entuzjazmu. Umiarkowanego na razie, ale to i tak postęp. Przy czym w tym sezonie za sprawą pewnej czekającej nas niebawem rodzinnej atrakcji, o której zaraz napiszę, będę miała okazję z tą prawdziwie bardzo zimną zimą się zderzyć. Z pokorą i nadzieją na wiosnę oczywiście. Swoją drogą nie wiem skąd się we mnie ta niechęć do niskich temperatur wzięła, czy jest to cecha wrodzona czy nabyta wada (choćby w związku ze złamaną w wieku lat 8 nogą w trakcie uprawnienia sportu zimowego), ale zima mnie drażni i nic na to nie poradzę. Drażni mnie konieczność każdorazowego trzepania butów przed wejściem do samochodu, zdejmowania po stokroć rękawiczek ze zgrabiałych dłoni, po to aby wysmarkać nos własny i cudzy. No i zaparowanych okularów też nie lubię. Ale do weekendu wracając …

Piątkowy poranek 6.01.2017 roku rozpoczęliśmy niczym wyjęci z kina familijnego, bo długim zimowym spacerem. Wprawdzie propozycja podziwiania przemarszu Trzech Króli poległa w starciu z sankami, ale spędziliśmy długie trzy godziny na powietrzu, co biorąc pod uwagę niesprzyjającą tego dnia ciepłolubnym ludziom temperaturę, była nie lada wyzwaniem. Zwłaszcza dla mnie samej, ale w krótkim czasie moim śladem poszła pewna młoda niewielkiego wzrostu dama.

img_20170106_115334Tester saneczkowego bakcyla podchwycił od razu i mróz zdawał się kompletnie mu nie przeszkadzać, za to Testerka po kilku zjazdach, kiedy zorientowała się, że ZA KAŻDYM RAZEM trzeba wejść pod górę, żeby móc z niej później zjechać stwierdziła, że woli lato. No chyba, że cytując „tą górkę gdzie w zeszłym roku zjeżdżała na oponach i gdzie był wyciąg”. Z tłumaczeniem, że w sumie to z grubsza na tym polega życie, że przeważnie trzeba się nieźle namęczyć, żeby potem sobie wygodnie posiedzieć jeszcze się kilka lat wstrzymam 😉 Do gustu już bardziej przypadło jej rzucanie śnieżkami, ale najchętniej takimi już zrobionymi. Pozostaje mi w tym miejscu dodać, że jeśli chodzi o umiłowanie komfortu życia to mamy z Testerką wiele ze sobą wspólnego. Nie tylko upór oraz badawcze spojrzenie.

img_20170106_140542Jeśli miałabym już plusów tej zimy szukać, to nie sposób pominąć kwestii tak zwanej „kulinarnej”. Nigdy bowiem Testerom tak obiady nie smakowały, jak po zimowym saneczkowaniu właśnie, kiedy to w południe zawitaliśmy do stosunkowo nowego na naszym osiedlu lokalu o nazwie „Pobite Gary”. Nie jest to absolutnie wpis z gatunku sponsorowanych, bo od takich konsekwentnie z daleka się trzymamy, więc powiem tylko tyle, że wszystko bardzo smaczne, pięknie podane, a o mus z białej czekolady Testerzy stoczyli prawdziwą bitwę. Taką kto szybciej macha łyżeczkami. Na terenie lokalu jest też niewielkich rozmiarów kącik dla dzieci z tablicą i kredami, a możliwość wprowadzania czworonogów to niewątpliwie dodatkowa atrakcja tego lokalu. Ceny też przystępne – za obiad z deserem dla 4 osób zapłaciliśmy ok. 120 zł., więc z czystym sumieniem zachęcamy i bezinteresownie reklamujemy. Oby poziom zarówno ten kulinarny jak i cenowy został utrzymany. Albo przynajmniej nie podskoczył ten drugi.

img_20170106_130058

A popołudnie upłynęło nam na budowaniu domu. Takie z pierników. Zabawa była przednia, budulec smaczny, a efekt przeszedł najśmielsze nasze oczekiwania. Tak że ciociu Anetko, raz jeszcze dziękujemy !

img_20170106_174409

img_20170106_174621

img_20170106_184624

Wracając do zimowego wyzwania, to jutro skoro świt wyruszamy z Testerem do Rabki Zdrój, gdzie będziemy mierzyć się z chłodem, śniegiem i innymi górskimi atrakcjami, ale przede wszystkim będziemy testować Rabkę wraz z przyległościami. Oprócz mrozu będziemy też walczyć z Testera alergią inhalując się, kąpiąc w solance i robiąc wszystkie te cuda, które zamierzałam robić jako emeryt. Tak, że trzymajcie za nas kciuki. Rabko, przybywamy !

A na Nowy Rok i weekend polecam …

Niegdyś – czas mocnych postanowień, ambitnych planów, odważnych założeń, a przede wszystkim czas silnej woli i tak samo dużej determinacji w realizacji tak zwanych noworocznych planów. No … przynajmniej do końca stycznia, bo potem to już różnie z tym bywało 😉

Obecnie – pierwsze dni stycznia to czas równie ambitnych planów, tyle że niezwłocznego złożenia wszystkich przyniesionych przez Gwiazdora zestawów Lego, nieprawdopodobnie silna wola złożenia w końcu Myszki Minnie z puzzli oraz wielka determinacja w rozpracowaniu jednego z zestawów kreatywnych i to tak, żeby nie trzeba było na pomoc naukowców z NASA wzywać. Tak to oto imponująco mój Nowy Rok się rozpoczyna, zadając tym samym kłam wszech obecnie panującej modzie na tak zwane noworoczne postanowienia.  Bo ja już takich nie mam i jest mi z tym doskonale, zachwalam ten stan i szczerze wszystkim polecam.  I proszę o cierpliwość – do planów na weekend przejdę za chwilę.

A oto nasze pierwsze w tym roku rodzinne dzieło. Wstydzę się nawet przyznać ile nam złożenie tego do kupy zajęło 😉

IMG_20170104_185857.jpg

Tak się bowiem porobiło, że mijający czas kompletnie oduczył mnie robienia postanowień a przynajmniej nie noworocznych, dzięki czemu nie muszę już niczego od 1 stycznia rozpoczynać, a towarzyszące mi nieustająco poczucie życiowej kontynuacji napawa mnie dumą i stoickim wręcz spokojem. Słowo daję ! Takim, w którym nic nie muszę, wszystko zacząć mogę, a jednocześnie w końcówce grudnia każdorazowo wolna jestem od uwierającego niczym kamień w bucie poczucia rozczarowania. Bo niestety, statystyki nie kłamią – styczniowe postanowienia są jak filmy sience fiction … Dobrze się je ogląda, ale nikt w nie wierzy. I takiego właśnie uczucia absolutnej życiowej wolności od noworocznych postanowień, które i tak się nie spełnią wszystkim życzę. Żeby moda na niezadręczanie się styczniowymi postanowieniami zaczęła być cool i trendy, a wraz z nią trend na szczęśliwe, mniej zabiegane i bardziej świadome codzienne życie. Aż się prosić, aby dodać w tym miejscu sakramentalne Amen.

Inaczej rzecz się ma z takimi normalnymi postanowieniami, do których robienia gorąco zachęcam i którym kibicuję. Takim, żeby więcej się ruszać, zabrać za hiszpański, częściej kwiaty wąchać, patrzeć w niebo zamiast pod nogi tylko, być uprzejmym i wyrozumiałym również dla siebie oraz … tym podobne postanowienia. Ich wyższość nad tymi styczniowymi polega przede wszystkim na tym, że na ich realizację mamy całe życie i w żadnym grudniu nie przyniosą będą źródłem rozczarowań.

No i aby nie być gołosłownym, a jednocześnie nie odbiec zbyt daleko od tematyki bloga bawiąc się w psychologa, powiem tylko, że wraz z Testerami ten rok również rozpoczęliśmy od życiowego postanowienia. Oprócz zredukowania ilości bajek oraz słodyczy redukujemy również …. prędkość życia. Zwalniamy i nie boimy się tak po prostu … NIC NIE ROBIĆ. A dokładnie to ja przestaje się bać, bo Testerzy to raczej nigdy nie mieli z tym problemu.

I tak oto zamiast pędzić, biec, planować, łapać po trzy sroki za ogon i absolutnie czasu nie marnować, zaczęliśmy z Testerami żyć wolniej, więcej leżeć na kanapie prowadząc tam mniej i bardziej sensowne rozmowy, pytać, odpowiadać, wygłupiać się, przytulać i nigdy albo prawie nigdy się nie spieszyć. Nigdzie. Pewnie nie zostaniemy bohaterami opowieści o tym jak filozofia slow life odmieniła życie naszej rodziny, nie będziemy wspólnie grać na bębenkach, hodować owiec, wypiekać każdego ranka chleba, medytować czy nawet prać w ekologicznych kasztanach, ale mam poczucie, że spełnia się tym samym odkryta przeze mnie niedawno zasada, że wbrew pozorom czasem w życiu im wolniej tym szybciej. Na pozór kompletny bezsens, ale działa. Słowo daję.

A że zbliża się weekend i to dłuższy niż zazwyczaj nawet, to aby tradycji stało się zadość mamy wraz z Testerami kilka pomysłów na jego spędzenie.

O ile mróz nie zatrzyma nas w domu, to oczywiście udamy się w piątek 6 stycznia na spacer, aby między innymi podziwiać Orszak Trzech Królów. Królowie jak co roku pomaszerują zarówno w Gdańsku jak i w Gdyni – Gdańsk start o godz. 12:00 spod Bazyliki Mariackiej.

Ciekawą propozycją jest również „Bal karnawałowy z kucykami” na sopockim Hipodromie. Organizatorzy zapraszają dzieci w wieku 2-5 lat, wstęp wolny, a w planach tańce, zabawy oraz konkursy. No i kucyki oczywiście również będą. Impreza odbędzie się 6.01.2017 r. w godz. 11:00 – 13:00.

Interesującą propozycją na weekend jest również nowo otwarta gdańska „Papugarnia”, gdzie ptaki można nie tylko zobaczyć, ale również podotykać i własnoręcznie nakarmić. Na 250 metrach kwadratowych swoje królestwo ma ponad 60 ptaków. „Papugarnia” mieści się na ulicy Schuberta 1A/3 na gdańskim Suchaninie, a cena biletów uprawniających do 2-godzinnego pobytu to 19 zł bilet normalny, a 15 zł ulgowy.

Zdrowych Świąt ! Bo wesoło to i tak będzie …

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia w imieniu własnym, Taty Testerów oraz głównych bohaterów czyli naszych Testerów składam wszystkim naszym Czytelnikom najserdeczniejsze życzenia zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia.

Żeby znalazło się sporo czasu na mniej i bardziej poważne rozmowy, na śmiech, na żarty, na wspólną radość z prezentów i wspólne spacerowanie, kolędowanie, fotografowanie  oraz robienie wszystkiego tego, co jest dla Was ważne i cenne. Bo u nas w domu takie właśnie świąteczne zdjęcia są ważnym, namacalnym dowodem na to, że Testerzy z roku na rok stają się więksi …

DSC_1353.JPG

Z racji zbliżającego się Nowego 2017 Roku życzymy Wam, aby nie zabrakło w nim zdrowia, pogody ducha oraz cierpliwości. Żeby zawsze był czas na sprawy rzeczywiście ważne i aby te wszystkie inne, mniej istotne nie odciągały uwagi od tych pierwszych. I żeby spełniały się wszystkie plany i marzenia … Niech to po prostu dobry rok będzie !

Świnka, katar, kac oraz … propozycje na weekend

Tak tytułem wyjaśnienia w skrócie, jak również rekompensaty za przedłużające się blogowe milczenie.

A było to tak …

Najpierw dopadła mnie rzeczywistość – ta prywatna i zawodowa, którą po dwóch tygodniach nieobecności trzeba było ogarnąć. Zaległości w pracowaniu, przytulaniu, układaniu puzzli, czytaniu bajek, spotkaniach, fakturach, przelewach, tak wielkie, że człowiek zamiast zabrać się do roboty tylko siedzi z niezbyt mądrą miną i kompletnym brakiem mocy, kiedy wszystkie już tak zwane bieżące sprawy ogarnie (czyli grubo po godzinie 21:00) i  mając przed sobą 1,5 metrową górę ubrań do prasowania, zamiast się z tą górą zmierzyć, tylko się miarowo kiwa. I tak się niestety jeszcze do dzisiaj odrobinę w pewnych sprawach kiwam …

Potem mieliśmy w domu świnkę i to niestety, wcale nie taką włochatą. Świnkę złapał gdzieś Tata Testerów, przywiózł do domu, podhodował, a potem 1,5 tygodnia w domu z nią na L4 siedział. Ale jak to mawiają – nie ma tego złego … bo dzięki temu mógł opiekować się Testerką, która w tak zwanym międzyczasie podłapała katar. Tak że szpital nadal funkcjonował, tylko jednego pacjenta przybyło. A że pacjentka należy do kategorii tych bardziej wymagających nieustającej animacji oraz przekąsek, to łatwo nie było.

No i przyszła kolej na ostatni tytułowy punkt programu czyli kac. Mój, żeby nie było niedomówień. Kac moralny, który zamiast przechodzić wzrastał wraz z każdym kolejnym dniem milczenia na blogu. Jestem tym faktem zawstydzona, gdyż wobec braku jednoznacznej deklaracji o zakończeniu bądź czasowym zawieszeniu w działaniach, czuję się niczym nieroztropny gospodarz, który gości zaprosił i nawet szklanki wody nie podał 😉 Tak że przywołuję się do porządku i już do stołu nakrywam.

Bo wbrew blogowej ciszy w naszym życiu rodzinnym całkiem sporo się działo. Z atrakcji „zewnętrznych” czyli tych uprawianych poza domem na szczególną uwagę oraz polecenie zasługują: wyprawa do kina na „Wilka w owczej skórze”, pieczenie pierników w CH Alfa

IMG_20161204_133821.jpg

przejazd kołem widokowym po raz pierwszy w świątecznej scenerii

IMG_20161203_125221.jpg

IMG_20161203_124534.jpg

udział w świątecznej sesji fotograficznej, której profesjonalne efekty dopiero przed nami

IMG_20161203_112932.jpg

oraz przedstawienie „Disney on Ice”, choć to ostatnie już jedynie jako propozycja w kontekście przyszłego roku.

IMG_20161128_201649.jpg

Tak to w wielkim skrócie listopad u Testerów wyglądał.

Z aktualnych propozycji weekendowych na uwagę zasługują szczególnie dwie. Pierwsza to niedzielny koncert w Pałacu Opatów w Oliwie pod hasłem „Choinka, zielona choinka”. Testerzy byli w zeszłym roku, więc ten mogę śmiało polecić. W sali muzycznej pałacu o godzinie 12:00 w niedzielę (11.12) rozpocznie się świąteczny koncert muzyczny dedykowany przede wszystkim dzieciom. Oprócz świątecznych standardów będą też tańce, zabawy, a nawet Święty Mikołaj ponoć ! No i my będziemy.

Niespodziankę na ten weekend przygotowała również sieć kin Helios. Przez cały weekend bilety na wszystkie filmy po 12 zł. Testerka obstawia „Vaiana. Skarb Oceanu”. Nie wiem tylko co Tester na to i czy zdołamy wypracować jakiś mniej „dziewczyński” kompromis.

Pozostałe atrakcje to jedna wielka inwazja Mikołajów. Jeśli ktoś lubi i czuję się na siłach stawić czoło śnieżynkom, dzwoneczkom, pierniczkom to każda galeria handlowa w ten weekend będzie miejscem, gdzie można będzie nie tylko spotkać panów w czerwonych czapkach, ale też piec pierniki (CH Alfa) lub już upieczone własnoręcznie udekorować  (CH Przymorze, wersja dla mniej cierpliwych). Dla tych, którzy liczą kalorie i unikają słodyczy – w GH Metropolia w weekend w godzinach 12-18 będzie można dekorować bombki, posłuchać kolęd w wykonaniu dzieci oraz wziąć udział w świątecznych konkursach.

Propozycje dla bardziej wybrednych oraz tych, którzy świąteczne prezenty zdążyli już zakupić i mogą sobie pozwolić na unikanie galerii to teatr (Miejski w Gdyni – „Królowa Śniegu”, Miniatura w Gdańsku – „Magiczne święta Malwiny”, Blokowisko w Gdańsku – „Bałwanek i gorący piecyk”, Teatr w Oknie – „Szczęśliwe miasteczko”) oraz świąteczne zajęcia w EduParku w Gdańsku.

W przypadku gdyby pogoda okazała się łaskawa i oszczędziła nam silnego wiatru i deszczu to warto jak co roku odwiedzić Jarmark Bożonarodzeniowy na Targu Węglowym w Gdańsku. Asortyment niezmiennie taki sam, karuzela również, ale klimat – piękne oświetlenie oraz wirujące nad głowami koło widokowe – w tym roku naprawdę wyjątkowy. Jeśli chodzi o przejazd kołem widokowym to zajmuje około kwadransa, w trakcie którego koło wykonuje cztery obroty z kilkoma przystankami na podziwianie panoramy. Testerka była wprawdzie zawiedziona, że kabina nie wykonuje obrotów tudzież innych ewolucji, ale przejazd godny jest polecenia. Dzieci do lat 3 gratis, bilet ulgowy 15 zł, normalny 25 zł.

A na weekend polecam …

znaleźć coś na własną rękę, bo oddalona od Trójmiasta jakieś … 2500 km lekko licząc, w tym tygodniu raczej średnio pomocna będę. Albo i wcale 😉

Za to w ciemno polecić mogę naszą coroczną tradycję związaną z dniem 11 listopada czyli udział w Paradzie Niepodległości. Pierwszą odbyliśmy w miejscu urodzenia Testera czyli w Gdyni, a wszystkie kolejne już w  Gdańsku. W naszą rodzinną tradycję wpisało się najpierw zazwyczaj marznięcie i moknięcie w oczekiwaniu na przemarsz wszystkich uczestników parady, moment najważniejszy czyli machanie do maszerujących, a potem obiad i rogaliki św. Marcina zjadane u dziadków. W tym roku oczywiście nie będzie inaczej. Może nawet wujka Cezarego uda się zobaczyć i mu pomachać 😉

Pozostałe weekendowe atrakcje Testerów to basen, urodziny koleżanki z przedszkola oraz niedzielna wizyta dziadków, ale jeśli ktoś planów żadnych nie ma, to oprócz atrakcji proponowanych przez gdańskie Hevelianum oraz gdyński Experyment mogę na przykład zaproponować podziwianie sportowych aut w gdańskiej galerii Przymorze (sobota, 12.11.) albo sztuki teatralnej „Tomcio Paluch” w gdyńskim Centrum Handlowym Riviera (niedziela, 13.11, godz. 12:00).

Jeszcze bardziej wymagającym klientom polecam rodzinne warsztaty „Solid(ar)na Ferajna” organizowane w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku (13.11, niedziela, godz. 11:00). Atrakcja przewidziana jest na około 2 godziny, grupa docelowa to rodziny z dziećmi w wieku 6-11 lat, a koszt udziału w warsztatach to 20 zł od rodziny. Zainteresowanych odsyłam na stronę internetową ECS.

1688389__kr.jpg

Ameryki nie odkryję …

dzieląc się z Czytelnikami takim oto przemyśleniem – czas spędzany rodzinnie jest bardzo ważny, ale równie ważne są momenty spędzane sam na sam z jednym dzieckiem. Zwłaszcza jeśli ma się ich dwoje albo więcej. Te momenty, kiedy dziecko nagle pozbawione potrzeby rywalizacji i zabiegania o uwagę wynikających z nieustającego obcowania z siostrą lub bratem, nagle jawi nam się zupełnie ale to zupełnie innym człowiekiem. Takim bardziej łagodnym, wyciszonym, skorym do współpracy oraz pozbawionym diabelskich różków i ogona. Naprawdę warto od czasu do czasu w takim właśnie wydaniu własne dziecko zobaczyć.

IMG_20161014_085951.jpg

A możliwość taką dała nam rodzicom ostatnia październikowa choroba Testerki, kiedy to paskudne zapalenie płuc uwięziło ją najpierw w szpitalu a zaraz potem w domu. I jakież było nasze zdziwienie, kiedy to Testerka z powszechnie znanej „fighterki” skorej do rozpoczynania kłótni, a nawet bójek ze starszym bratem, nagle całkiem niespodziewanie przemieniła się w aniołka. No … prawie aniołka. Takiego, co układa puzzle śpiewając sobie pod nosem, wozi lalki w wózku i pomaga mamie wieszać pranie. Był to niewątpliwie cenny dla nas czas, który dostarczył zupełnie innych niż zazwyczaj przeżyć oraz całkiem już dorosłych rozmów o świecie i życiu. Żeby nie było za pięknie – wraz z powrotem Testera z przedszkola czar oczywiście pryskał, karoca zmieniła się w dynię a Testerce wyrastały różki, jednakże wspomnienie tamtych chwil zdecydowanie pomaga te trudniejsze momenty przetrwać. Poza tym dzięki temu wiemy, że mimo całej miłości, czasem owszem trudnej i takiej „z kolcami” jaką darzą się Testerzy, czasem potrzebny jest im taki właśnie czas na wyłączność z jednym z rodziców. Takie wakacje od wspólnego testowania świata.

Żeby nie było, że to cudowne przemienienie tylko dziewczynek się tyczy, to również Tester zatrzymany niedawno w domu przez chorobę z jednym z nas udowodnił, że i jemu takie rozstania służą. Że można sobie w ciszy posiedzieć, porysować, z ciastoliny pokleić, a wszystko to bez rogów i czarciego ogona. Doświadczenie to uświadomiło nam rzecz zdawałoby się prostą i oczywistą, a jednak zapomnianą – że nawet Testerzy,mimo że niczym Bolek i Lolek zawsze występują w parze, czasem potrzebują pobyć z jednym z nas tylko w swojej własnej bajce bez konieczności dzielenia się fabułą. Gorąco takie rozwiązanie polecam i jako stały punkt naszych weekendów przynajmniej raz w miesiącu zamierzam praktykować.

Operacja kryptonim „Delegacja”. Część 1 – Przygotowania.

Tym razem to przygotowania do wyjazdu stanęły mi na przeszkodzie w sporządzeniu wpisu z weekendowymi propozycjami, za co tradycyjnie już przepraszam. Zresztą specjalnej motywacji ku temu również nie było, bo wiedzieliśmy wszyscy na czym upłynie nam weekend. Na wielkich przygotowaniach.

Jak dużym wyzwaniem jest przygotowanie rodziny na swoją dwutygodniowa nieobecność nie trzeba nikomu tłumaczyć. W obliczu tak trudnego zadania mamy dwa wyjścia – pójść na żywioł i przygotować wszystko, na każdą okazję, opcję oraz rozwiązanie, albo drugie – zachować spokój i zrobić tylko to co potrzeba, ale za to porządnie. Postawiłam na to drugie. Bo macierzyństwo uczy wielu nowych rzeczy, z których najważniejszą jest to, że pewnych spraw i tak nie da się przewidzieć. Dlatego lepiej po prostu skupić się tylko na tym, z czym się aktualnie mierzymy, a pozostały czas wykorzystać na przyjemności. Tego w każdym razie staram się zawsze trzymać i na razie rozwiązanie to działa.

Sprawne spakowanie ubrań do walizki, zgromadzenie niezbędnych map, przewodników, dokumentów, telefonów i innych rzeczy wcale najważniejsze i najtrudniejsze nie jest. Najważniejsze to znaleźć czas i odpowiednio wcześnie zacząć oswajać Testerów z wizją nieobecności Mamy i nawet jeśli okazują zrozumienie lub wręcz euforię („Hurra! Będą prezenty”) nie cieszyć się za szybko i nie uznawać tematu za załatwiony. Testerom jak zawsze w takiej sytuacji pomogło wytłumaczenie gdzie będę (serduszko naklejone na globusie), jak długo (karta z wypisanymi cyferkami do skreślania) oraz cóż … perspektywa tego, co im przywiozę (Lego Ningago oraz mówiąca lalka). Temat wyjazdu jednak i tak wymagał wielokrotnego przerabiania, bo to co pamiętali we wtorek, już w sobotę z małych głów ulatywało.

Przechodząc do rozwiązań pod hasłem „technika w służbie macierzyństwa” warto pokłonić się twórcom takich komunikatorów jak Skype i Messenger, no i nawet słynąc z niechęci do tego typu rozwiązań, zapoznać się odpowiednio wcześniej z ich funkcjonowaniem. Nawet teraz z perspektywy dopiero dwudniowej nieobecności już doceniam ich wkład w nasze aktualne życie rodzinne, a radość Testerów oraz Mamy widzących się wzajemnie na ekranach komputerów nie ma ceny.

A jeśli już na zbliżającą się nieobecność jesteśmy zabezpieczenie technicznie oraz emocjonalnie, warto zadbać również o rozwiązania praktyczne czyli ubrania, posiłki, program animacyjny oraz osoby do ewentualnej pomocy dla Taty Testerów. Najłatwiej poszło z ubraniami (w każdym pokoju stos kompletów na każdy dzień) i posiłkami (przedszkole, a w weekendy babcia), chociaż kwestie rozrywki i opieki również nie były problemowe. Poza tym kartka z lekami, godzinami zajęć na basenie, datami i godzinami urodzin koleżanek z przedszkola … Tak na wszelki wypadek, bo wierzę, że i bez nich Tata Testerów poradziłby sobie doskonale.

Przed samym wyjazdem mimo natłoku zajęć i spraw „do odfajkowania” z niekończących się list, warto również zadbać o to, żeby ten ostatni wspólny dzień obfitował w jakieś przyjemne i niecodzienne dla dzieci wydarzenie. U nas oprócz pospiesznych zakupów (zimowa kurtka dla Testera, ciepłą czapka dla Testerki), które były nie tyle przyjemnością co koniecznością,  udało się również zabrać dzieci na pizzę, posiedzieć sobie wspólnie i porozmawiać.

IMG_20161105_135312.jpg

Wyjazdy z domu są czasem koniecznością, a czasem potrzebą. Zdarza się również, że są wypadkową obu tych powodów. Niby każdy to wie i rozumie, ale nawet teraz, kiedy Testerzy są już starsi i rozumni, zdarza mi się przy okazji takich wyjazdów, zarówno tych dłuższych jak i krótkich, borykać się z nie tyle krytyką, co niedowierzaniem, że tak można. Zostawić w domu, potęsknić i „że ja bym tak nie mogła”. Przy czym to ostatnie to najpopularniejszy argument 😉 Mimo, że wszyscy się zgadzamy, że matka to też człowiek i że w życiu tak samo jak w przyrodzie konieczna jest równowaga. No i że nie ma nic przyjemniejszego po takich wyjazdach jak powitania.

Tytułem usprawiedliwienia …

Tytułem usprawiedliwienia naszej tygodniowej absencji w tym jakże urokliwym miejscu jakim jest nasz blog 😉 powiem tylko tyle, a raczej napiszę – za nami nieprawdopodobnie skomplikowana acz dobiegająca już końca logistyczna operacja jaką była samotna opieka nad Testerami wynikająca z tygodniowej nieobecności Taty Testerów.

Ok, wiem, bywają większe wyzwania. Susza, powódź, zimowe wejście na Gerlach, nurkowanie w jaskiniach, ale tym razem stopień trudności był zbliżony, gdyż nieobecność Taty Testerów zbiegła się z tygodniem, w którym do Gdańska przybyła grupa obcokrajowców, nad którymi w ramach obowiązków służbowych zobowiązana byłam roztoczyć opiekę. Tak że liczba podopiecznych wzrosła do pięciu, z czego dwóch o południowych korzeniach i temperamentach oczekiwało również wieczorowych animacji. Do tego praca, basen Testerów, pranie, prasowanie, żywienie, animowanie, usypianie oraz przewożenie …Sporo tego było.

Dziś operacja kryptonim „Delegacja” szczęśliwie dobiega końca, a my z Testerami czynimy właśnie przygotowania do jutrzejszego święta dyni, która szczęśliwie zastąpiła zeszłoroczne trupie rekwizyty. Osobiście nie mam nic przeciwko Halloween, ale piękne pomarańczowe dynie kojarzą mi się jakoś lepiej.

W związku z tym napiętym harmonogramem życiowych zadań i celów, zgubił mi się gdzieś po drodze czwartek, kiedy to zwyczajowo dzieliliśmy się naszymi pomysłami i planami na weekend. Aby ten brak czytelnikom wynagrodzić, postanowiłam podzielić się garścią aktualnie topowych zajęć, które w tym trudnym czasie pozwoliły mi na odrobinę wytchnienia. Nie wszystkie są godne polecenia (zwłaszcza to z hulajnogą w domu), ale działają i – mając na względzie prognozę pogody – mogą się w najbliższym okresie bardzo przydać.

Numerem jeden jest zabawa w warsztat, w którym naprawia się … hulajnogi. Niezbędny sprzęt to hulajnogi, poza tym kreatywność i wyobraźnia uczestników zabawy. Dobrze też gdy jest ich minimum dwóch i jednym z nich nie jest rodzic, ale to już bardziej skomplikowana sprawa. Zawsze też można spróbować pożyczyć jakieś dziecko od sąsiadów 😉 Długi korytarz w mieszkaniu również mile widziany, no i sąsiedzi, którym nie przeszkadza hałas.  Plus taki, że Testerzy bawią się sami, a zakres prac, stopień skomplikowania dialogów oraz zaawansowania napraw zależy tylko od ich wyobraźni oraz zapału. Oczywiście jak to między współpracownikami zdarzają się nieporozumienia, ale czas zabawy to obecnie nawet godzina. Tak, godzina ! Ile człowiek może w tym czasie zrobić ! Bezcenne !

Kolejne pozycje to również wymyślane na gorąco zabawy w: wyjazd na wakacje, w kino (Uwaga ! Może stanowić zafałszowaną próbę naciągnięcia na oglądanie bajek), w biuro, w kserowanie, wypełnianie „kart pracy”, rejestrowanie do lekarza czy nawet w szkołę. Ogólnie w zabawach Testerów daje się zauważyć postęp w zakresie stopnia skomplikowania scenariuszy, ale też we wzajemnych relacjach, które z delikatnie rzecz ujmując napiętych, powoli przekształcają się w partnerskie. Patrzę na to z tym większą przyjemnością, że jeszcze niedawno nie wierzyłam, że się pojawią, a gdyby ktoś powiedział mi rok temu, że przetrwamy żywi i w dobrej kondycji taki tydzień jak ten, to bym nie uwierzyła.

Poza tym do łask wróciły puzzle, które kiedyś znajdowały się absolutnie poza zakresem testerskich zainteresowań, proste gry takie jak „Pędzące żółwie” czy „Monopol Junior”, wyciągana raz na jakiś czas plastelina, kulkolina, malowanie farbami kamieni, pomaganie w kuchni, a nawet … wieszanie prania. Na wieczornych sesjach czytelniczych króluje zaś Koziołek Matołek oraz bajki Brzechwy, którzy na szarym końcu pozostawili Krówkę Mu i inne modne dziś pozycje.

No a dziś w ramach spaceru połączonego z zakupem dyniowych kapci dla Testerki oraz pomarańczowej bluzki dla Testera, wybraliśmy się do naszej lokalnej galerii, gdzie Testerka spotkała i przyciągnęła za rękę nieco skonsternowanego trolla, zażądała zdjęcia z nim, a jeszcze wcześniej … lizaków. Dwóch, bo drugiego dla brata. Swoją drogą myślę, że ona w życiu nie zginie.

IMG_20161030_121211.jpg

I znowu mamy weekend …

Zanim zdążyłam zmobilizować się do pochylenia nad kolejnym bogatszym w treść wpisem, ponarzekać odrobinę na jesień, niezbyt udany obiad w „Ludovisku” oraz kurczące się w tajemniczy sposób basenowe pianki do pływania Testerów znowu dopadł mnie weekend. No i nie pozostaje mi w tej sytuacji nic innego jak skupić się na weekendowych atrakcjach, a przelanie naszego życia na blogowy papier pozostawić na kolejną okazję. Z nadzieją, że taka wreszcie nastąpi, a wraz z nią powróci w to miejsce utracona przeze mnie w ostatnim czasie blogowa systematyczność.

A weekend niestety tak samo jak pogoda nie zapowiada się ciekawie. Wielbicielom tłumów spieszę polecić huczne uroczystości związane z otwarciem nowej galerii Metropolia, jednakże my z Testerami zamierzamy na razie trzymać się od tego miejsca z daleka. A przynajmniej na tyle daleko jak pozwala nam na to miejsce zamieszkania 😉

Za to o ile deszcz nam nie przeszkodzi, to w sobotę (22.10) całą rodziną wybierzemy się na nowy Gdański Stadion Lekkoatletyczny i Rugby przy al. Grunwaldzkiej 244 w Gdańsku. Będzie okazja nie tylko zobaczyć nowy obiekt i kibicować zawodnikom, ale też wziąć udział w zaplanowanych przez organizatorów w ramach rodzinnego festynu atrakcjach.

1688837__kr.jpg

Tym zaś, którym CH Manhattan po drodze polecam kreatywne warsztaty zdobnicze dla dzieci. W godzinach 10-18 w sobotę trwać będzie nieustającą produkcja kubków, zakładek do książek, wazonów, magnesów …

Niedziela (23.10) to u nas wyczekiwania przez Testerów wizyta w kinie. Wyczekiwana bo absolutnie specjalna ! W ramach akcji Pierwszy raz w kinie obejrzymy bajkę „Lwia straż”, dostaniemy dyplom i będziemy się świetnie bawić . A wszystko to w kinie Helios w CH Alfa w Gdańsku o godz. 12:00.

1687739__kr.jpg

A na weekend polecam …

Choróbsko Testerki zostało już pokonane, a nawet jeśli (odpukać!) coś tam się jeszcze w płucach czai, to prowadzimy systematyczny atak inhalacjami. Kończą nam się powoli pomysły na coraz to nowe zabawy, kolorowanki, bajki, klocki, lalki, kucyki … wszystko już było. W desperacji puszczamy bańki mydlane do wanny i czekamy z utęsknieniem na poniedziałkową wizytę u pani doktor, która przynieść musi tylko dobre wieści. Innych nie przyjmujemy. Na szczęście spacery już w ten weekend dozwolone.

Zanim przejdę do atrakcji skorzystam jeszcze z okazji do podzielenia się z naszymi Czytelnikami jednym spostrzeżeniem, na poczynienie którego miały wielki wpływ dni spędzone z chorą córką w domu. Z biegiem czasu wiele rzeczy człowiekowi przybywa – lat, doświadczeń, zmarszczek, rozumu, czasem kilogramów. Jest jednak pewna rzecz, która pozostaje wciąż taka sama – talent plastyczny. Albo raczej jego brak. Oto namacalny tego dowód. Nasz Mikołaj. Według Testerki tylko trochę różni się od książkowego wzoru 😉

IMG_20160904_125518.jpg

IMG_20160904_125459.jpg

A jeśli chodzi o weekendowe atrakcje, to polecamy przede wszystkim spacery. Jeśli pogoda będzie przynajmniej taka jak dziś, to nie można nie ruszyć się chociaż na chwile nad morze. Niestety, nieubłaganie dobiegł kresu czas noszenia bluz i trzeba na nowo przywitać się z kurtkami.

Weekend to też dobry czas, aby ruszyć do kina. Na ekrany wchodzą „Bociany”, na które obiecałam zabrać Testera. No i jeszcze nie zeszła z nich bajka o Syrence, na którą musimy się  w końcu z Testerką wybrać. Mamy też dylemat – czy skorzystać z rodzinnej oferty w Multikinie czy wyruszyć w nieznane czyli do nowo otwierającego się  w ten weekend kina w CH Morena. Trudny wybór …

W galeriach handlowych w ten weekend również zagoszczą teatrzyki, które mogą umilić zakupy tym, którzy się na nie zdecydują. Start w CH Riviera w Gdyni (godz. 12:00) oraz w Auchan Rumia (o 13:00) w niedzielę 16.10.2016 r.

Za to w CH Alfa w Gdańsku przez cały weekend „Akcja cheerleaderki”, w ramach której zabawy, konkursy oraz występy formacji tanecznych z terenu Trójmiasta. No i warsztaty, na których można będzie zrobić własny … pompon. Tego jeszcze nie robiłam.

Dla tradycjonalistów jako biforek przed spacerem po Parku Oliwskim polecamy rozpoczynające się w każdą sobotę o godzinie 10:00 w Kafe Delfin w Oliwie (ul. Opata Jacja Rybińskiego 17) warsztaty plastyczne, na których można oddać się szaleństwu z kredkami, farbami, plasteliną itp. i w absolutnym spokoju wypić pyszną kawę.